Kolejna lub poprzednia strona Rozdział 129: Rok 1950; ślub Henryka z Danutą i Zygmunta z Janiną
W styczniu 1950 roku, spółdzielnia samokształceniowa w Dziale Wentylatorów CBACh i UCh zakończyła pełnym sukcesem pierwszy etap tłumaczeń. Monopol "trójki wszechwiedzących speców od A-4" został przełamany. Nazwa A4 wzięła się stąd, iż całą swoją wiedzę panowie ci mogli spisać na kartce formatu A4. Kartkę tą zawsze skrzętnie chowali,
Kraków
gdy tylko ktoś obcy zbliżał się do ich biurka. Teraz każdy z nas potrafił się bez nich obejść, umiał bowiem sam obliczyć parametry żądanego przez inwestora wentylatora, mając na zamówieniu tylko jego wydajność i spręż. Mnie kierownik zlecił opracowanie pełnej tabeli wentylatorów stosowanych w naszym przemyśle, dając na to termin do maja. Osiągnęliśmy sukces wewnętrzny, oraz zewnętrzny. Za naszym Działem poszli inni młodzi z pozostałych działów naszego przedsiębiorstwa. Przychodzili do nasz na konsultacje. Rozpoczęliśmy dalsze opracowania, będąc w tym samym składzie koleżeńskim: Cholewa, Jakszta, Trnka, Teleśniewski, Jendo oraz Sułek z Jaglarzem, którzy poświadczyli moją pracę u "Zieleniewskiego" - marzec 1949. Byli też inni koledzy, ale nazwisk ich nie pamiętam. Razem ze mną było nas 12-tu "apostołów" nowej techniki.
Razem z Jasią Kijanką (Zdanowicz), oraz jej siostrą Józefą Badowską (Kijanką) byliśmy na chrzcinach Anny Marii Madeji (obecnie Chudy zamieszkałej w Londynie), córki Władysławy i Zdzisława. Był to mój pierwszy "występ" w rodzinie Jasi, która przedstawiła mnie jeszcze jako kolegę z biura, na co zresztą wszyscy się lekko uśmiechali, a Jasia spiekła raka, łącznie ze mną.
Na uczelni zaostrzono dyscyplinę studiowania. Sprawdzano obecność na wykładach, dotrzymywanie terminów zdawanie kolokwiów, egzaminów oraz wprowadzono obowiązek posiadania notatek z wykładów. Przy zaliczaniu przedmiotu dziurkowano notatki, tak aby nikt nikomu ich nie mógł przekazać. Ale i to zarządzenie udało się nam obejść. Z biura na uczelnię, na ten sam rok studiów chodziło nas trzech, Marian Wójtowicz, Karol Hajduk i ja. Na wykłady chodziliśmy wg harmonogramu, na zmianę. Notatki robiliśmy przez dwie kalki, robiąc w ten sposób trzy komplety. Brakujące strony odpisywaliśmy od kolegów, również w trzech egzemplarzach.
Staszek Gołofit w latach 1950 -1956 był kierownikiem planowania w Biurze Projektów i Studiów Wodno - Melioracyjnych w Warszawie.
Warszawa
Józek Krzywiec zdobył tytuł inżyniera na Politechnice Gdańskiej. Sądzę, choć nie jestem tego pewien do końca, że tytuł uzyskał po dwutygodniowym kursie dla nomenklatury partyjnej. Był członkiem PZPR i dyrektorem technicznym Fabryki Zapałek w Gdańsku.
Gdańsk
Kostek Ostrowski, w latach 1950 - 1954 też studiował, ale na Politechnice Gdańskiej pracując jednocześnie, do 1956 roku w Oliwskiej Fabryce Maszyn.
Genek Morozewicz w latach 1950 - 1954 był studentem Wydziału Mechanicznego wieczorowej Wyższej Szkoły Inżynieryjnej w Poznaniu o kierunku Technologia Budowy Obrabiarek. Jednocześnie, w latach 1950 - 1956 był inspektorem działu gospodarki narzędziowej, następnie konstruktorem narzędzi i pomocy warsztatowych z ZPH Cegielskiego.
Poznań
Wicek Piszcz, w latach 1950 - 1957 był głównym inżynierem, następnie zastępcą szefa produkcji Stoczni Rzecznej w Toruniu.
Toruń
Władek Rudziński, w latach 1950 - 1952 był starszym projektantem w Biurze Dokumentacji Przemysłu Lekkiego w Łodzi. Pracując ukończył w 1952 roku Politechnikę Łódzką.
Łódź
Kazik Skawiński, w latach 1950 - 1953 był wykładowcą w WSI w Łodzi. Pracując w 1952 roku ukończył Politechnikę Łódzką. W latach 1951 - 1952 był asystentem w Katedrze Dźwignic Politechniki Łódzkiej.
Rozpoczęła się wojna w Korei, pomiędzy północą i południem, a raczej pomiędzy ZSRR i USA, komunizm przeciw kapitalizmowi. Trwała do 1953 roku, chociaż pokoju między tymi dwiema częściami Korei nie zawarto do końca XX wieku i dalej się na tonie zanosi.
W PRL narastał w tym czasie terror UB. Mnożyły się sfingowane procesy przeciwko wyższym oficerom LWP, szczególnie w marynarce wojennej. Rozstrzeliwano zasłużonych oficerów z ostatniej wojny, gdyż służyli kapitalistom a teraz na pewno szpiegują, a jeżeli nawet nie, to i tak są niepewni, bo mają po drugiej stronie przyjaciół. Dowódcą floty został płk Robert Satanowski. Potem nie wiem co się z nim działo. Wypłynął po latach jako kompozytor, dyrektor Opery Warszawskiej i generał rezerwy po nominacji z rąk generała Wojciecha Jaruzelskiego.
W Druskienikach (ZSRR), ciocia Michalina z Niedzińskich Neufeld, pomimo otrzymania od siostry Heleny Rewkowskiej (Niedzińskiej) aktu pełnomocnictwa z dnia 1949.07.08, postanowiła przywłaszczyć sobie dom w Druskienickach przy ulicy Zielonej 5.
Dokument 296; Wystąpienie do Ludowego Sądu w sprawie przejęcia domu w Druskienikach przy ulicy Zielonej 5 przez Michaliną z Niedzińskich Neufeld (moje tłumaczenie).
Druskieniki
Same kłamstwa. Zupełnie niezgodne z rzeczywistością. Sprzeczna z wyżej wymienionym aktem pełnomocnictwa. Ciąg dalszy  nastąpił 1 października 1950 roku
Dokument 297; Wujek Teofil Rewkowski uzyskał  zaliczenie lat pracy z Warszawy, potrzebne do ustalenia wymiaru emerytury, Białystok 24 kwiecień 1950 roku ;
Białystok
Janina z Neufeldów Zalewska z córkami Haliną i Danutą;
Irena Golcówna
Danuta Proskurnicka (Zdanowicz), narzeczona Henryka Zdanowicza;
Ciocia Helena Rewkowska (Niedzińska) w Białymstoku;
Dokument 298; Awans wujka Teofila Rewkowskiego 4 lipca 1950 roku;
Jasia Kijanka (Zdanowicz) na pochodzie pierwszomajowym;
Byliśmy już, jako cała trójka współpracująca naprawdę bardzo zmęczeni nauką, pracą, a najbardziej tym kombinowaniem i lawirowaniem przy normalnej ośmiogodzinnej pracy i normalnymi całodziennymi studiami od rana do wieczora. Następowały coraz częściej kolizje, sprzeczności interesów oraz codzienne stresy. Na sport było coraz mniej czasu. Na spacery z Jasią też. Po zdaniu ostatniego egzaminu i zaliczeniu roku, czego wymagał honor studenta, jednogłośnie, we trójkę postanowiliśmy zrezygnować z dalszych studiów. Wkrótce się jednak okazało, że były to tylko tzw. "śluby panieńskie".
Od 1 do 15 lipca 1950 roku byłem na wspólnych wczasach z Jasią w Borowicach u ponóży Karkonoszy, niepodal Jeleniej Góry. Jasia dostała skierowanie z zakładu pracy na wczasy FWP, a ja pojechałem na przyczepkę, płacąc za pobyt bez zniżek. Niestety, na przyczepkę była również przyzwoitka. Bardzo sympatyczna starsza pani, która nam matkowała. Pogoda i humory dopisały. Warunki zakwaterowania i wyżywienia też. Na informację o mojej decyzji o rezygnacji ze studiów Jasia nie oponowała, ale też nic nie mówiła, tylko się szelmowsko uśmiechała.
Jeleina Góra
Od 1 do 15 sierpnia 1950 roku byłem na drugich wspólnych wczasach z Jasią. Tym razem wykupiliśmy wczasy w Orbisie. Do Poronina pojechaliśmy autobusem PKS, o czym marzyliśmy wcześniej nie raz, patrząc w Krakowie na przejeżdżające dalekobieżne autobusy. W Poroninie mieliśmy przesiadkę do Bukowiny Tatrzańskiej. W schronisku było dużo gorzej. Spano w osobnych zbiorowych salach, Jedzenie, w góralskiej gospodzie było okropne. Kapusta rozgotowana na papkę, polana mocno tłuszczem, do tego kawał boczku, również bardzo tłustego. Zupa lurowata, bez smaku. Na śniadanie i kolację podawano nam czarną kawę zbożową bez mleka. Knajpa była brudna, obsługa w niej chamowata. Takie jedzenie już po paru dniach spowodowało rozstrój żołądków. Na spacerach musieliśmy często robić przerwy na hasło "... panie na lewo, panowie na prawo...", albo na odwrót dla urozmaicenia. Mało było w tym romantyki, szczególnie dla narzeczonych. Przyzwoitki z nami nie było. Żeby się zupełnie nie rozchorować zrezygnowaliśmy z tych wczasów. Zabraliśmy suchy prowiant na cały tydzień i poszliśmy na pieszą wędrówkę po Tatrach, od schroniska do schroniska.
Zakopane
Przeszliśmy trasę: Bukowina Tatrzańska, góra Gęsia Szyja
Morskie Oko, Rysy - to zdjęcie powyżej jest sporo naciągane. Jasia przechyliła aparat i wyszło że wdrapuję się na bardzo strome zbocze, co nie było prawdą. Można zdjęcie to uznać jednak za symboliczne, jako ostatnie wykonane w stanie kawalerskim.
Dalej było schronisko w Roztoce, Dolina Białej Wody, Dolina Pięciu Stawów, przełęcz Zawrat, schronisko nad Czarnym Stawem, Dolina Kościeliska, Zakopane. W Zakopanem, przez uliczną lunetę szukaliśmy mieszkania na Giewoncie i na księżycu a znaleźliśmy je u państwa Kirsenków, przyjaciół rodziny Jasi. No i powrót do Krakowa autobusem PKS.
Zaraz po powrocie z wczasów, pojechaliśmy z Jasią do Kalwarii Zebrzydowskiej. Zamówiliśmy meble już do wspólnego pokoju. Były ciemne, na wysoki połysk, solidne, najmodniejsze w tamtych czasach. Tapczan dwuosobowy z przystawką, szafa trójdzielna i cztery krzesła. Nadchodził koniec żałoby.
Kalwaria Zebrzydowska
W tym samym czasie Heniek Zdanowicz, będąc na miesięcznym urlopie u rodziców narzeczonej, wziął ślub cywilny z Anastazją Danutą Proskurnicką (ur. 15 sierpnia 1923 r. w Zwierzyńcu koło Zamościa). Nikogo o tym nie zawiadomił, tak, że na 20 sierpnia 1950 roku, w dzień ślubu nie otrzymał nawet depeszy gratulacyjnej ze strony swojej rodziny. Przypuszczam, że sam został tą sytuacją zaskoczony, nie tylko my. Dziwna metoda. Wyglądało to jak porwanie i przymuszenie. Bardzo mi się to nie podobało i do dzisiaj się nie podoba, gdyż znaczy to mniej więcej tyle, iż Heniek daje sobą manipulować. Jego dalsze postępowanie będzie zawsze ściśle uzależnione od decyzji Danuty.
Zwierzyniec
A czy z nami będzie dobrze ? Co mam sądzić o poczęstunku z pomidorów, jaki otrzymałem od Jasi, w jej domu, występując już jako oficjalny narzeczony. Nie mam nic przeciwko sałatce z pomidorów, ale ta, polana spirytusem miała okropny smak. Pomyślałem, iż jest to jakiś specjalny, wymyślny test przyszłej żony, więc ze łzami w oczach przełknąłem. Jasia zauważyła, iż coś jest nie tak i prędko sama spróbowała, po czym sprzątnęła sałatkę ze stołu. Okazało się, na całe szczęście, iż nie był to żaden test, tylko pomyłka. Pomyliła butelkę z octem z butelka ze spirytusem. Skończyło się na śmiechu, ale czy można żartować z przyszłej perspektywy ? Trzeba to jutro poważnie przemyśleć.
Nazajutrz myślałem bardzo poważnie o czymś innym. Dyrektor w pracy wezwał mnie do swojego gabinetu. Kierownik pracowni Erdman naskarżył na mnie, że wprowadzam ferment w pracowni i przeszkadzam w normalnej pracy. Przeze mnie jego dwaj starsi konstruktorzy wypowiedzieli pracę gdyż nie mogą w takiej atmosferze pracować. Zagroził mi meldunkiem na mnie do UB. Poderwał mnie ze złości. Podniosłem słuchawkę telefoniczną i zapytałem dyrektora czy mam już meldować się w UB, nakręcając pierwszą z brzegu cyfrę na tarczy telefonu. Blefowałem bo nie znałem numeru, i nikogo w UB. Dyrektor wiedział jednak, że służyłem w LWP i się przestraszył. Nie dał mi dokończyć wykręcać numer. Nastał "zimny pokój" z dyrekcją i Erdmanem. Sam Erdman zgłosił się nawet do naszej spółdzielni oferując swoją pomoc w tłumaczeniach z języka angielskiego. Spuścił wyraźnie z tonu. Wysłał mnie nawet na delegację do zakładów sodowych w Inowrocławiu w sprawie ekspertyzy instalacji wentylatorowej, bo sam nie mógł jechać. Dał mi swoje odpowiednie przyrządy pomiarowe.
1 września 1950 roku - pierwszy dzień w pracy bez speców od A4. Odeszli wyśmiani przez całą pracownię. Był to całkowity sukces spółdzielni samokształceniowej. Sukces ten tak mnie rozzuchwalił, że zaraz po pracy doszło do rozmowy zasadniczej. Jasia powiedziała "Raz kozie śmierć" i nazajutrz odbyliśmy spacer do Urzędu Stanu Cywilnego, złożyliśmy dokumenty i ustaliliśmy
Kraków
Heniek Zdanowicz, po powrocie z urlopu, już jako żonaty, przeprowadził się do żony i jej siostry, naprzeciw DOKP i pomnika Grunwaldzkiego. Zamieszkali wszyscy razem w pokoju z kuchnią.
Jasia Kijanka (Zdanowicz) złożyła papiery na pierwszy rok studiów Wydziału Humanistyki, Oddział Romanistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego, a mnie znów wzięła za rączkę i zaprowadziła do dziekanatu. Musiałem się zapisać na trzeci rok studiów.
Kupiliśmy zielone pokrycie na tapczan i krzesła za 2250,00 zł i zanieśliśmy je  na ulicę Sienną do tapicera, gdzie stolarz z Kalwarii Zebrzydowskiej dostarczył trzy poduszki zamówionego tapczanu. Szafę i tapczan stolarz obiecał dostarczyć do końca października. Przed ślubem mieliśmy więc tylko trzy poduszki tapczanu jako podstawowy "warsztat małżeński". W dzień pełniły one rolę fotela, dwie poduszki jedna na drugiej, a trzecia jako oparcie. Po przykryciu ich kocem wyglądało to całkiem nieźle a siedziało się całkiem wygodnie. Wszystkie wydatki weselne i przedślubne zwróciły się w postaci darów ślubnych otrzymanych od rodzin. Złote obrączki zafundował  szwagier Władysław Badowski.
termin ślubu. Potem odbyła się trudna rozmowa z proboszczem kościoła św. Anny, gdyż Jasia i jej cała rodzina wymagały ślubu kościelnego. Mnie było to zupełnie obojętne. Dla mnie najważniejsze było dane w cztery oczy słowo, a nie związane z tym obrzędy i gusła. Ksiądz wykazał dużo tolerancji dla niedowiarka. Uwierzył w słowa zapewnienia, że nie będę stawiał sprzeciwu w wychowaniu dzieci w wierze katolickiej. Zrozumiałem, iż dbał o potencjalnych przyszłych klientów kościoła katolickiego. Ja wiedziałem, iż oni sami wybiorą swoją drogę życiową. To będzie ich sprawa nie moja.
23 września 1950 roku godz. 10:30 - wzięliśmy z Jasią, każde w swojej pracy, przepustki w celu załatwienia spraw osobistych w USC. Jasia dostała nawet samochód służbowy dyrektora i z fasonem podjechała pod urząd. Wiedziałem już kto tu będzie rządził. Ze świadkami, Hanką Proskurnicką i Heńkiem Zdanowiczem spotkaliśmy się przed Urzędem Stanu Cywilengo. O 11:00, zostaliśmy "zaklepani" cywilnie, jako dwoje studentów pracujących na pełnych etatach w swoich zawodach. Potem wróciliśmy do normalnych zajęć w swoich zakładach. O 17:00 zostaliśmy "zaklepani" w kościele św. Anny, a potem u fotografa:
Wieczorem zostaliśmy "zaklepani" przez rodziny na sutym i hucznym weselu, wyprawionym przez Józefę Badowską (Kijankę) przy wydatnej pomocy cioci Heleny Nalepińskiej i Anny Szulcowej. Na weselu obecna była cała bliższa rodzina Jasi, moja mama i Heniek Zdanowicz z żoną Danutą. Irena Brokowska (Zdanowicz) i Marysia Zdanowicz z Philippów przysłały telegramy gratulacyjne. Na weselu obecni byli również państwo Kirsenkowie z Zakopanego. Ojciec Jasi, Jan Kijanka nie mógł jeszcze przyjechać, cały czas przebywał za żelazną kurtyną w Londynie.
Po dwóch ślubach swoich synów w mieszkaniu na ulicy Kazimierza Wielkiego pozostała sama mama Józefa Zdanowicz. Jak się wyprowadzi gospodyni, będzie miała zupełnie ładne, wygodne mieszkanie dla jednej osoby z możliwością przyjmowania gości. A może któregoś z nas ? Na razie napisałem do cioci Heli Rewkowskiej (Niedzińskiej) z prośbą o zaproszenie mamy do siebie na ten pierwszy okres przejściowy, nim się to wszystko jakoś uładzi.
Dokument 300; Wyciąg z księgi ślubów Janiny Kijanki i Zygmunta Zdanowicza ; Kraków 23 wrzesień 1950 roku ;
Załącznik 185; Odpis skrócony aktu małżeńskiego Janiny Kijanki i Zygmunta Zdanowicza.
Po ślubie zamieszkałem w pokoju Jasi, w mieszkaniu Józefy Badowskiej (Kijanki). Do pracy miałem ok. 200 metrów
Zygmunt Zdanowicz z pracy
1 października 1950 roku rozpocząłem normalną harówkę, zabawę w konika polnego. Studia, praca, spółdzielnia samokształceniowa - tłumaczenia, wioślarka w AZS, odwiedzanie samotnej mamy z Jasią.
YMCA została rozwiązana, nie podobała się komunistom, uważali widocznie, że to kapitalistyczne gniazdo szpiegów. Paranoja.
Jasia zdała 19 października 1950 roku egzamin wstępny na Romanistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim i teraz też zaczęła ruchy konika polnego, bo z pracy nie zrezygnowała. Dużo czasu musiała spędzać w bibliotece, na czytaniu, gdyż nie wszystkie potrzebne książki można było wypożyczyć do domu. Wykłady na uczelni odbywały się w języku francuskim i ciężko jej było z nadążaniem z ich tłumaczeniem na polski. Na seminarium z marksizmu spotkała się z Józefem Czyrkiem, jako prowadzącym zajęcia. W przyszłości będzie on członkiem KC i ministrem stanu.
Ciocia Helena Rewkowska (Niedzińska), w odpowiedzi na mój list, zaprosiła do siebie mamę, ale bez skutku, gdyż mama miała teraz kłopoty z zębami i zdrowiem. Chodziła po lekarzach na różne badania.
Uniwersytet Jagielloński
Białystok
Zgodnie z obietnicą, stolarz z Kalwarii Zebrzydowskiej przywiózł 30 października 1950 roku, w sobotę po południu meble. Szafę trzydrzwiową za 70 000,00 zł i tapczan za 110 000,00 zł. Zapłaciliśmy razem 180 000,00 zł. Nasz wspólny zarobek wynosił wówczas 62 000,00 zł przy średniej krajowej ok. 20 000,00 zł. Wieczorem, już po zamknięciu banków i sklepów ogłoszono w radiu wymianę pieniędzy, w stosunku 100,00 zł do 3,00 zł. Za 100 starych można było otrzymać 3 nowe zł, ale tylko do wysokości miesięcznego zarobku. Myśmy się właśnie pozbyli ostatnich zaskurniaków, przygotowanych zawczasu na opłacenie mebli. Stolarz stracił na tym chyba kupę pieniędzy.
Kalwaria Zebrzydowska
Dokument 301; Kartka do cioci Heleny Rewkowskiej (Niedzińskiej) - Kraków październik 1950.
Kraków
Jasia Zdanowicz (Kijanka) została immatrykulowana i wpisana pod numerem H/864/50.
Matactwa cioci Michaliny Neufeld (Niedzińskiej) ciąg dalszy (patrz 1950.01)
Druskieniki
Dokument 302; Testament cioci Michaliny Neufeld (Niedzińskiej) (tłumaczenie) Zygmunt Zdanowicz;

Do testamentu dołączona była notatka cioci Michaliny Neufeld (Niedzińskiej) ;
Cóż do tego dodać. Chyba to, że ciocia Hela Rewkowska (Niedzińska), przeciw której to matactwo było skierowane, opłacała przez całe lata naukę dzieci cioci Michaliny Neufeld (Niedzińskiej): Stacha, Piotrka i Janki. Pomagała im jak mogła, bo byli zawsze byli biedni z powodu pijaństwa wujka Juliana, oraz braku gospodarności Michaliny. A teraz doszła do tego ta bezczelność.
1 listopada 1950 roku rozpoczął się miesiąc u młodego małżeństwa. Już pierwszego listopada, w niedzielę wparzył wzburzony stolarz z Kalwarii Zebrzydowskiej. Prosił o dopłatę do mebli. Zgodziłem się na pokrycie 50% strat w terminie późniejszym, ale pod warunkiem wymiany jednych drzwi  w szafie, które były lekko wypaczone. Medytował, drapał się za uchem ale się nie zgodził i zrezygnował z dopłaty.
Kraków
Następnym gościem i to zupełnie niespodziewanym, był Wacek Skarżyński, mój piątkowy w plutonie AK "Zarzecze" w Wilnie. Mój adres dostał od Józka Krzywca, a ten z kolei od mojego kierownika pracowni Erdmana. Spotkali się kiedyś w MPM, na jakiejś naradzie. Dogadali się i Erdman naskarżył na mnie w sprawie spółdzielni samokształceniowej. Później, kiedy spotkaliśmy się z Józkiem, ten przyznał się iż wówczas przyznał rację Erdmanowi. Kolejny "spec od A4 - zakuta pała". Ale to tak na marginesie.
Wacek Skarżyński, skorzystał z delegacji do Krakowa. Przegadaliśmy z nim wtedy cały wieczór o sprawach wileńskich. Wspomniał o kłopotach naszego byłego dowódcy plutonu "Zarzecze", Staszka Masojcia. Staszek musiał uciekać z Gdańska, bo za dawną przynależność do AK węszyło za nim UB. Później się dowiedziałem, iż uciekł on szczęśliwie do Szczecina i tam zadomowił się na stałe do dzisiaj.
Następnymi gośćmi byli Brokowscy. Irena i Zbyszek przyjechali specjalnie, by poznać nowe bratowe, Jasię i Danusię. Umówiliśmy się na składkowe spotkanie u Heńków. My z Brokowskimi przyniesiemy surową kaczkę, a oni ją upieką i przygotują ucztę. I tu wyszła natura i charakter Danusi. Upiekła kaczkę, pokroiła ją, lecz na stół podała kości, ładnie przykryte zarumienioną skórką i podlane sosem. Mięso zostało w lodówce. Z taką sztuczką spotkamy się jeszcze raz, ale na obcym terenie, na wczasach FWP w Karpaczu w maju 1979 roku (Rozdział 387). Natomiast, żeby robić to u swoich w rodzinie i to przy pierwszym zapoznawczym spotkaniu ? Było to niesłychane i bezczelne. Do dzisiaj jestem tym głęboko urażony i czuję wielką niechęć do Danusi. Zresztą, ona do dnia dzisiejszego niewiele się zmieniła.
Dokument 303 ; Indeks Janiny Zdanowicz (Kijanki);
15 grudnia 1950 roku, w Krakowie powstał Biprostal, biuro projektów powołane do projektowania Nowej Huty pod Krakowem. Heniek skorzystał z atrakcyjnej oferty. Dostał zarobek dużo wyższy niż w PKP, tymczasowe zakwaterowanie dla całej rodziny w hotelu oraz obietnicę otrzymania niezależnego mieszkania w terminie do miesiąca czasu. Jako rodzinę, Heniek podał żonę Danutę oraz naszą mamę. Tymczasem mama dostała skierowanie do sanatorium kolejowego w Kudowie na cały styczeń 1951 roku. Po powrocie z sanatorium zamierzała zrezygnować z samodzielnego mieszkania i przeprowadzić się do Heńka. Heniek otrzymał pod koniec miesiąca mieszkanie przy ulicy Smoleńsk 33 m 59, prawie naprzeciwko nas. Było to mieszkanie dwupokojowe z kuchnią, łazienką, ustępem, wyposażone w centralne ogrzewanie. Jednocześnie Heniek został asystentem na Wydziale Inżynierii AGH i zabrał się do zdawania zaległych egzaminów jeszcze sprzed wojny. Wykłady i ćwiczenia na Politechnice Lwowskiej Heniek zakończył w 1936 roku.
Od stryjka Józefa Zdanowicza, z Gorzowa Wlkp., dostaliśmy na święta wspaniałą, kilkukilogramową wędzoną szynkę. Okazało się, iż na jedno posiedzenie potrafimy zjeść całą tacę kanapek.
Gorzów Wlkp.
Zagubiony list pani Pawilcowej do ojca Jasi, teścia Jana Kijanki, do Londynu;
Dokument 304; List Józefy Zdanowicz (Niedzińskiej) do Heleny Rewkowskiej (Niedzińskiej)