Rozdział 112: Promocja oficerska Zygmunta Zdanowicza
Kolejna lub poprzednia strona
13 maja 1945 roku o 6.00, 9 DP 2 Armii LWP, w składzie której walczył 40 pal (z Leonem Światłowiczem), wyruszyła z Czechosłowacji w kierunku Wrocławia.
Wrocław
W Lublinie, po śniadaniu, Szkoła Oficerów Piechoty Nr 2, przystąpiła do egzaminów końcowych przed komisją wyższych oficerów radzieckich, występujących w mundurach radzieckich. Pytania zadawane w języku rosyjskim były tłumaczone przez oficera z kadry szkoły na język polski, podchorąży odpowiadał po polsku a ten sam oficer przekładał odpowiedź na język rosyjski. Na stolikach, przykrytych kocami stały karafki, obok szklanki. Było gorąco a egzaminatorzy chłodząc się płynem byli coraz bardziej rozgrzani. Nim doszło do litery "Z", czyli do mnie, egzaminatorzy woleli już siedzieć. Jeden z nich usiłował wstać, zachwiał się jednak i wolał usiąść. Egzamin przed komisją zdopingowaną "wodą ognistą" każdy musiał zdać. Nikt nie oblał.
Lublin
14 maja 1945 roku mieliśmy dzień odpoczynku. Robiliśmy fotografie do akt personalnych, jedną dla siebie jedną z przeznaczeniem do legitymacji oficerskiej, która miała być wystawiona przez jednostkę przydziałową. Pobraliśmy nowe sorty mundurowe, też drelichy, buty i tzw. "kiszone", cholewy z brezentu a zelówki z gumy. Do ładowania dobytku oficerskiego dostaliśmy duży zielony worek z pasami no i torbę oficerską, tzw. mapnik. Trwały gorączkowe przygotowania do jutrzejszej promocji oficerskiej.
Zygmunt Zdanowicz - maj 1945
Kolega Zygmunta Zdanowicza ze szkoły oficerskiej - maj 1945
15 maja 1945 roku na placu apelowym szkoły odbyła się promocja oficerska. Przyjechał Szef Sztabu Formowania LWP gen. Pułturzycki, z wyglądu żydek z krakowskiego Kazimierza, tyle że bez pejsów. Z pochodzenia zresztą chyba też. Kilkaset razy machał szablą i ściskał dłoń nowym oficerom, m.in. i mnie. Ja, "przymusowy ochotnik", uciekinier przed deportacją, po egzaminach złożonych przed komisją złożoną przez pijanych oficerów zd-radzieckich zostałem promowany na oficera przez żyda przebranego w mundur generała LWP w imieniu władzy okupacyjnej PRL. Tylko "uśmiech Chińczyka" mógł mnie zabezpieczyć przed zwariowaniem. Jeszcze tylko wzajemne przypinanie sobie gwiazdek na naramiennikach, życzenia koleżeńskie, rozdanie świadectw i pozostało oczekiwanie na przydział.
Więzień Józek Krzywiec więziony w Magdalence koło Dzierżyńska w Spec-Łagier nr 240 NKWD, ZSRR, o zakończeniu wojny dowiedział się "ukradkiem" od "wolnoznajomych" - też niewolników, tylko trochę lepszych, bo mieszkających poza obozem. Po powrocie do obozu, oczywiście pod konwojem, politruk kpt. Krawcow zarządził generalną kontrolę stanu i oświadczył: "Dzisiaj skończyła się wojna, ale nie dla was dranie. Wy zostaniecie tutaj, popatrzcie" i wskazał na "bocianki" - wieże strażnicze z karabinami maszynowymi. Po paru dniach Józek bardzo ciężko się rozchorował. Miał temperaturę 400C. Prawie nieprzytomny leżał przez kilka dni na podłodze w baraku. Koledzy ratowali go mając do dyspozycji wrzątek i "pajke" z cukrem (łyżka stołowa ścięta nożem), oraz 200 g chleba kukurydzianego. Gdy wyzdrowiał ważył zaledwie 49 kg, a przed obozem 78 kg. Stracił 29 kg.
Dzierżyńsk
12 maja 1945 roku ojciec Maurycy Zdanowicz rozpoczął pracę:
Ponieważ żona Maurycego, Józefa nie chciała mieszkać w Łodzi, ojciec zrezygnował z mieszkania przy ul. Śródmiejskiej nr 21 i zameldował się na stałe w Piotrkowie Trybunalskim, a zamieszkał w hotelu kolejowym blisko DOKP i stołował się w jadłodajni kolejowej.
Piotrków Trybunalski