Rozdział 109: Szkolenie rekruckie
Kolejna lub poprzednia strona
7 lutego 1945 w Wilnie, kolega Zygmunta Zdanowicza, Józek Krzywiec razem z całą grupą więźniów wyszedł z piwnicy gmachu Sądów, więzienia NKWD i pod silną, podwójną eskortą przeszedł do więzienia głównego na Łukiszkach, gdzie siedział kolejne 3 tygodnie.
Wilno
W tym czasie przechodziłem w Lublinie przeszkolenie rekruckie. Warunki były bardzo prymitywne. Mieszkaliśmy w parterowych barakach, oszklone odłamkami szkła, pełne szpar przez które śnieg wpadał aż na pościel. Za to wentylacja była wspaniała. Czasami mieliśmy światło elektryczne. Wody nie było. Myliśmy się śniegiem. Rozebrani do pasa, bez koszuli
Lublin
Od 15 lutego do 9 maja 1945 w Szkole Oficerów Piechoty nr 2 w Lublinie planowano trzymiesięczne szkolenie tzw. podchorążówki, mocno skróconej ze względu na wojnę. Dziesięć godzin dziennie intensywnych zajęć, przeważnie w polu na mrozie. Musztra na placu koszarowym. Rozpoczęła się służba wartownicza, która w tych warunkach była koszmarem. Co kto miał wkładał pod płaszcz, nawet koc. Było duże zapotrzebowanie na gazety rosyjskie jako na doskonały dodatek do płóciennych letnich onuc. Były one również niezastąpione do skrętów z fasowanej machorki. Z paska gazety koledzy skręcali wąską tubkę. Z szerszego końca zaginali tworząc coś w rodzaju fajki, do której wsypywali "karaszki". Ja tytoń zamieniałem na żywność, z kolegami, którzy dostawali paczki żywnościowe od rodzin.
nacieraliśmy się śniegiem. Korzystając z tego iż pod wpływem ciepła rozpuszczał się na ciele nacieraliśmy się mydłem i zmywaliśmy je znowu śniegiem. Poranna gimnastyka odbywała się bez bluz. Mieliśmy na sobie tylko buty spodnie i koszule, bez względu na pogodę i temperaturę. Brakowało nam swetrów, rękawic i onuc flanelowych. Nosiliśmy płaszcze bez podszewki, u dołu nie obrębione, postrzępione. Pomieszczenia w baraku nie były opalane. Nieliczne wykłady teoretyczne odbywały się w zimnych również nie opalanych salach. Większość zajęć prowadzonych było na placu koszarowym lub w polu poza miastem. Wkrótce zaczęły się choroby i szpitale. Część kursantów nie wróciło do końca kursu. Mieliśmy też kapelana. Modlitwy odbywały się codziennie rano i wieczorem w szeregu. Było chłodno i głodno. Nie jadaliśmy żadnych warzyw, jedynie kasze, konserwy rybne i trochę kartofli. Języka rosyjskiego nie słyszeliśmy. Wyglądało na to iż kadra była polska a raczej PRL'owska, czyli licho ich wie kto zacz ?. Podobni z kolegami. Dalej obowiązywała mimikra, nie wychylałem się, nie wyróżniałem i nikomu nie ufałem.
Ppor. "saperów" Zbigniew Brokowski, po przeszkoleniu, został skierowany do jednostki wojskowej "saperskiej" w Warszawie. Brał udział w oczyszczaniu Mazowsza i Prus Wschodnich z resztek armii niemieckiej i nadzorował "budowę mostu" w Modlinie. (Zbyszek nigdy nie był technikiem. Nie umiał nawet wbić gwoździa)
Warszawa
Pod koniec lutego na podchorążówce oficerowie polityczni zachłystywali się triumfem Józefa Stalina w Jałcie. W Londynie posłowie atakowali Churchilla za niedotrzymanie słowa Polakom, za naruszenie traktatu z Polską z dnia 25 sierpnia 1939 roku. Ostro zareagowała polska emigracja. Doszło do gwałtownej kłótni Władysława Andersa z Winstonem Churchillem. A nam kazano się cieszyć.
17 lutego 1945 roku z więzienia na Łukiszkach w Wilnie wyprowadzają więźniów, w tym Józka Krzywca. Ustawiają ich na ulicy pod kordonem NKWD. Pierwszy kordon żołnierzy o 1 m od więźniów co 3, 4 metry. Drugi o dalszy metr co 10 m z psami na smyczy. Trzeci kordon o dalszy metr, co 25 m na koniu. Wszyscy mieli automaty gotowe do strzału. Poprowadzono więźniów ulicami Montwiłowską, Sierakowskiego, Góry Bonfałłowej, koło gimnazjum króla Zygmunta Augusta, teatru "Na Pohulance", gmachu DOKP, ul. Słowackiego, Ponarską, Piłsudskiego, most Rudnicki, tory kolejowe pod ul. Targową. Przed pociągiem kibitką więźniowie oczekiwali na kolanach na przegląd przez NKGB. Po przeglądzie, dalej na kolanach musieli przechodzić do pochylni przed wagonem i dalej po samej pochylni z listew poprzecznych pod kątem 35o do wagonu. Dopiero wewnątrz wagonu można było wstać z klęczek. Drzwi pozamykano z trzaskiem i pociąg kibitka odjechał przez Daugapilis (Dyneburg - po co tak daleko na północ ?), Witebsk, Smoleńsk, Wiazmę, Orzeł, Kursk, Charków, Donieck do Magdalenki koło Dzierżyńska. W nocy był mróz do -30oC. Słychać było w wagonach wycie więźniów mających na nogach modne wówczas w kręgach konspiracji oficerki, wysokie buty z cholewami. Nogi w nich po prostu zamarzały. Do jedzenia każdy z więźniów dostał dwa suchary razowego chleba i łyżkę stołową cukru (ściętą nożem na płasko by nie było go zbyt wiele). Wody nie było ani kropli. Tylko rano podczas kontroli, czy ktoś nie umarł, podawano na wagon wiadro wody lub śniegu. Nie dla wszystkich starczało na zwilżenie ust. W wagonie na 200 osób zmarło 85. Z trupów, konwojenci zdzierali ubrania a ciała porzucali przy torach. Podróż trwała dwa tygodnie.
Wilno