Rozdział 108: W Białymstoku i Lublinie
Kolejna lub poprzednia strona
17 stycznia 1945 roku, świt, jeszcze szarawo i bardzo zimno. Każą nam wychodzić z wagonów. Prostujemy zdrętwiałe z wysiłku nogi, zupełnie obolałe. 'Bajcy" z bronią otaczają nas i prowadzą na boczne tory. Mały niepokój. Rozstrzeliwują?. Na stacji kolejowej w Grodnie, już nie Polskim a Białoruskim, polscy rekruci muszą "w czynie społecznym" za transport na pożegnanie "Wielkiego Brata" coś uporządkować, przestawić, zamieść i to pod strażą, popędzani jak niewolnicy "skorej, dawaj, wziali !".
Grodno
Już za dnia jedziemy dalej. Przejeżdżamy niewidoczną granicę BSSR i PRL, chyba tylko umowną, na mapie. W terenie nic się nie dzieje, straży granicznej nie ma. Dalej ZSRR, z więc dalej jesteśmy w szponach NKWD. Rano w Białymstoku podoficerowie w polskich mundurach formują z nas czwórki. "Bajcy" zniknęli. Kolumną, bez eskorty maszerujemy do koszar 4 pułku zapasowego. Jesteśmy pod bezpośrednią opieką władzy PRL, chociaż nadal pod nadzorem ZSRR. Nie ma już litewskich pośredników, a to już trochę lepiej. Socjalista, czy komunista, Litwin zawsze, przede wszystkim będzie nacjonalistą antypolskim.
Przed koszarami urywamy się ze szwagrem. Idziemy do mieszkających bardzo blisko koszar wujostwa Heleny i Teofila Rewkowskich. Wujek doskonale zorientowany był w sytuacji. Nakreślił nam stosunki panujące w PRL, szczególnie pod kątem PKWN i jego polityki w sprawach reformy rolnej. Był to jego zawód i konik. Przypadkowo spotkany kolega Zbyszka, z wojska 1939 r., porucznik LWP zapoznał nas ze sprawami wojskowymi LWP
Białystok
Sytuacja była niewesoła. Co robić dalej? Jesteśmy uprzedzeni, nadal obowiązuje czujność, nieufność i mimikra. W LWP mamy do czynienia ze zbiorem różnych ludzi o różnych orientacjach i motywacjach. Najwięcej jest partyzantów AK, podobnie jak my chroniących się przed aresztowaniem i deportacją. Wielu jest uciekinierów ze wschodu, trochę komunistów radzieckich polskiego pochodzenia, ale zupełnie zrusyfikowanych, resztki KPP i kombatantów z Hiszpanii, których Stalin jeszcze nie zdążył wymordować. Reszta to zupełnie bierni rekruci z poboru i jak w każdym środowisku agenci i konfidenci NKWD. Przedwojennych oficerów WP było bardzo mało. Większość z nich została internowana, czyli zamordowana, deportowana lub siedzi po więzieniach. Ich funkcji pełnią z reguły Rosjanie.
Mimo wszystko wybraliśmy LWP jako najmniejsze zło, z trzech możliwości: LWP, partyzantka, praca. Narada rodzinna na ten temat trwała przez cały wieczór i część nocy.
A w Wilnie Józek Krzywiec od godziny 16.00, tego samego dnia został aresztowany i umieszczony w komisariacie dzielnicy Kalwaryjskiej. W dwie godziny później znalazł się w więzieniu NKWD przy ulicy Ofiarnej, w piwnicy gmachu po były Sądzie i siedzibie Gestapo. Mieliśmy zapewne różne problemy w tym samym czasie.
Wilno
17 stycznia 1945, o godzinie 10.30, do ruin Dworca Głównego w Warszawie dotarł 1-y batalion 16pp 6DP 1 A LWP, dowodzony przez kadrę radziecką, naturalnie wraz z "sojusznikami".
Warszawa

18 stycznia 1945 roku, rano, zgłosiliśmy się ze szwagrem do koszar pułku zapasowego w Białymstoku. Zbyszek, jako ppor. "saperów" dostał skierowanie do Lublina na miesięczne przeszkolenie. Miał wyjazd wyznaczony na dzień następny, więc powrócił do cioci. Mnie, jako rekruta zatrzymano w koszarach. Wieczorem miała się odbyć komisja werbunkowa jakiejś jednostki. Przyjechali ze Szkoły Oficerów Piechoty nr 2 z Lublina. Przedstawiłem swoje świadectwo maturalne, technika mechanika, legitymację i książkę lotów pilota szybowcowego. Tłumaczyłem, że byłem kandydatem do Szkoły Orląt w Dęblinie i że nadal chcę być lotnikiem. Na to przewodniczący komisji, w mundurze majora LWP, słabo mówiący po Polsku powiedział "... Teraz samoloty szybciej latają od przedwojennych szybowców, wyszkolenie szybowcowe jest zupełnie nieprzydatne". Kpiny. A więc zapewne chodziło o coś zupełnie innego. Maturzysta, czyli inteligent. A więc wróg ludu. Ochotnik do lotnictwa WP, czyli obrońca państwa reakcyjnego. Mieszkaniec Wilna, a więc na pewno był w AK. Co prawda nie przyznaje się, "więc ma coś na sumieniu w stosunku do Armii Radzieckiej". Polak, więc właściwie nie wiadomo kto on taki, bo bezpartyjny. Na samolocie to on zapewne będzie chciał polecieć do Londynu, a na piechotę tam nie dojdzie. Na oko zdrowy. Ręce do góry potrafi podnieść. "Zdjąć buty i skarpetki" - platfusa nie ma. "Do piechoty się nadaje !!!". Rosyjski język zna. Na oficera LWP się nadaje
Więc zapisali. Dali na drogę prowiant w postaci kostki sprasowanej grochówki o zapachu i smaku mydła. Droga do Lublina była dość zawiła, gdyż nie wiodła przez Warszawę, już wówczas "wolną".
Lublin
19 stycznia 1945 roku, rano. Śniadanie odbyło się jeszcze w pociągu. Ktoś na postoju próbował gotować grochówkę na prowizorycznym palenisku z kamieni. Na gorąco śmierdziała mydłem jeszcze bardziej. Swoją porcję wyrzuciłem, miałem suchy prowiant od cioci. W południe dojechaliśmy do Lublina. Przeszliśmy kolumną z dworca do Szkoły Oficerów Piechoty nr 2. Mieszkaliśmy w barakach. Do końca dnia był czas na sprzątanie, porządkowanie terenu i obiektów.

Nazajutrz, kolumną przeszliśmy do łaźni miejskiej. Ubranie przekazaliśmy do odwszalni, potem do "magazynu" - więcej już go nie ujrzeliśmy, rozpłynęło się wśród obsługi wojskowej. Po kąpieli otrzymaliśmy nowe sorty mundurowe, ale letnie. Drelichy, buty brezentowe z gumową podeszwą. Na szczęście jak na styczeń było ciepło. Była odwilż, ale co będzie jak przyjdą mrozy ?

Wczoraj idąc z dworca, razem z kolegą Zygmuntem Borko [L.PST - 39] i z jego inicjatywy, zanieśliśmy nasze plecaki do pierwszego z brzegu mieszkania z prośbą o przechowanie. Przy najbliższej okazji trzeba będzie skorzystać z zawartych w nich ciepłych rzeczy bo zmarzniemy jak przyjdą mrozy. Trafiliśmy na uczciwych i uczynnych ludzi. Chwała im. Nic nie zginęło, skorzystaliśmy i im coś niecoś odstąpiliśmy z podziękowaniem. Ci co zanieśli swoje manatki do koszar wszystko stracili.

W drodze powrotnej do koszar, już w mundurach wyglądaliśmy jak wojsko a nie jak przedtem, kupa łachmaniarzy. W bramie koszar zauważyłem jak kilku oficerów wsiadało do stojącej koło bramy ciężarówki. Wśród nich rozpoznałem ppor. Jurka Wiecherta. Wbrew wszelkim regulaminom wojskowym wybiegłem z maszerującej kolumny. Jurek jechał właśnie do 2-ej Armii LWP. Zdążyliśmy się tylko przywitać i pożegnać zamieniając w pośpiechu kilka zdań o sobie. Więcej już go nie widziałem. Zginął w kwietniu pod Budziszynem.
Zbyszek Brokowski do 16 lutego 1945 szkolił się na "sapera" w Lublinie. Raz go tylko przypadkowo spotkałem na ulicy podczas służby patrolowej na mieście.

W Krakowie Jasia Kijanka (Zdanowicz) rozpoczęła od 1 lutego 1945 roku naukę w Państwowym Gimnazjum i Liceum Humanistycznym im. J. Joteyki dla dorosłych, z przyspieszonym programem nauczania (dwie klasy w ciągu roku szkolnego).
Kraków
1945.02.04 - 1945.02.11 ; W Jałcie na Krymie, odbyła się konferencja aliantów, Wielkiej Trójki, Winston Churchill, Roosvelt i Józef Wissanoriowicz Stalin. W trakcie obrad Stalin powiedział m.in. "Wolność Polski nie powinna oznaczać tolerowania z jej strony wrogich knowań lub intryg przeciwko ZSRR..." oraz "...Sprawa Polski jest sprawą honoru dlatego, że Rosjanie popełnili w przeszłości wiele grzechów wobec Polski. Rząd radziecki dąży do odkupienia tych grzechów. Sprawa Polski - to sprawa życia i śmierci dla ZSRR..."