Kolejna lub poprzednia strona Rozdział 100: Sowecki podstęp, zniszczenie wileńskiego AK
Wilno
15 lipca 1944 roku, w sobotę po południu w Kolonii Wileńskiej Dowódca OWN-AK ppłk Aleksander Krzyżanowski, "Wilk", w pożyczonym od bratanicy generała Zofii, mundurze generała brygady Stanisława Dąb-Biernackiego i w towarzystwie radzieckiego generała Biełkina przeprowadził uroczystą inspekcję 3 Brygady Partyzanckiej OW-AK "Szczerbca". Miały miejsce przemówienia, odznaczenia. Awansował por. Gracjana Klaudiusza Fróga "Szczerbca" do stopnia kapitana, odznaczył jego i Władysława Markowskiego "Dżumbę" Krzyżem Virtuti Militari IV klasy. Nadał im obu, oraz innym partyzantom Krzyże Walecznych. Generał Bielkin wręczył kpt. Gracjanowi Klaudiuszowi Frógowi "Szczerbcowi" honorową szablę.
Nazajutrz, 16 lipca 1944 roku, w niedzielę rano 3 Brygada Partyzancka "Szczerbca" przemaszerowała na koncentrację oddziałów AK do miejscowości Kotki, na płd. - wsch. od Wilna. Tu ujawniono, że prokurator brygady Paweł Sperski, "Kurat" wraz z żoną byli konfidentami Gestapo. Sąd polowy skazał małżeństwo na karę śmierci (żona zaocznie, gdyż przebywała w Wilnie). "Kurat" został rozstrzelany na miejscu postoju brygady, a jego żona w mieszkaniu w Wilnie. Komenda OW-AK ogłosiła pośmiertną rehabilitację "Rysia" i "Burzy" rozstrzelanych 5 maja 1944 roku
Dowództwa oddziałów OWN-AK zaczęły wcielać w życie organizację Korpusu Polskiego. Obowiązywała pełna jawność wobec władz zd-radzieckich.
Wilno
Irena Brokowska (Zdanowicz), z dziećmi i teściową wrócili ze wsi do Wilna. Zastali mieszkanie i dom spalony. Zbyszka nadal nie było. Pomagałem jej wynieść z piwnicy ocalałe przedmioty. Niektóre naczynia porcelanowe były nadtopione, wykrzywione, opalone. Zamieszkali na ulicy Piłsudskiego 19 (Algirdo gatve 19).
Poszczególne oddziały partyzanckie odwiedzał i rozmawiał z partyzantami dowódca 45 Korpusu Piechoty 5 Armii 3-go Frontu Białoruskiego generał S.F.Gorockow, przyszły generał Stanisław Popławski (całkowicie zrusyfikowany Polak z Podola).

Wieczorem 16 lipca 1944 roku 3 Brygada Partyzancka OW-AK kpt. "Szczerbca" zakwaterowała się w majątku Petesza (dawna własność Melchiora Wańkowicza) koło Turgiel.
17 lipca 1944 roku, w poniedziałek rano poszedłem do pracy w Poleskim Depo. W firmie nie było żadnej administracji, ani niemieckiej ani litewskiej. Nie było również ani Władysława Tymula ani Władka Rudzińskiego, o którego szczególnie dopytywała się władza radziecka. Na warsztacie byli natomiast koledzy, Ludek Gedryś i Kostek Piszczak. Zająłem się kancelarią, notowaniem obecności i sprawami personalnymi. Tłumaczyłem na język rosyjski podania, ankiety i życiorysy pracowników. Po powrocie do domu zastałem Zbyszka Brokowskiego. Barwnie opisywał swoje przygody. Miał tendencje do koloryzowania, zmyślania, prawie jak legendarny Zagłoba. Zawsze go słuchałem z przymrużeniem oka. Nigdy nie byłem pewny czy mówi prawdę.
Nie można przecież traktować poważnie jego opowiadania. Według niego siedział cały dzień w stawie, w sitowiu oddychając tylko przez rurkę z trzciny, a na brzegu stawu biwakował oddział niemiecki. Przypomniał mu się chyba Zbaraż, "Ogniem i mieczem". Skrzetuskim to on zapewne nie był. W skrócie wyglądało to tak. W czasie przekraczania frontu panował bałagan, więc uciekł. Ukrywał się u wieśniaka. Został aresztowany przez NKWD. Uciekł z transportu na wschód. Przyjechał do Wilna. Musiał się ukrywać bo NKWD miało listę więzionych w obozie, wraz z ich adresami. W ciągu paru dni wyrobił nowe dokumenty na nazwisko Borkowski i zamieszkał jako sublokator u swojej rodziny. Znowu rozpoczął pracę w restauracji.
W południe, 17 lipca 1944 roku został podstępnie aresztowany dowódca OWN-AK ppłk "Wilk" a następnie jego cały sztab. W jego imieniu NKWD zorganizowało odprawę oficerów OWN-AK w Boguszach, tam ich aresztowało i wywiozło tymczasowo do więzień wileńskich, potem do Riazania. Wśród nich byli między innymi "Szczerbiec" i "Konar", dowódca Ryśka Gulbinowicza. 7 Brygada Partyzancka OW-AK "Wilhelma" miała osłaniać ta "odprawę", ale się spóźniła. W porozumieniu z podinspektorem Bronikowskim powróciła do Puszczy Rudnickiej, a z nią Jurek Kopczyński.

Uprzedzone oddziały partyzanckie przez całą noc z 17 na 18 lipca 1944 roku maszerowały w kierunku Puszczy Rudnickiej. Byli obserwowani przez lotnictwo radzieckie. Zorganizował się nowy sztab na czele z ppłk Zygmuntem Izydorem Blumskim "Strychańskim". Po naradzie postanowił pozostawić partyzantom swobodę decyzji, zwolnił ich z przysięgi żołnierskiej. Sztab 3 Brygady Partyzanckiej OW-AK bez dowódcy rozwiązał się. 1 Kompania "Burego" ruszyła w stronę Warszawy. 2 Kompania "Brzozy" i reszta Brygady poszła w kierunku Wilna. Partyzanci, obcokrajowcy i spoza wileńszczyzny, na czele z "Dżumbą" w zwartym szyku poszli na punkt zborny na cmentarzu w Rudnikach, wskazywany przez ulotki zrzucane z samolotów. Drugim punktem zbornym była wieś Gudełki. 2 Kompania nie doszła do Wilna, została otoczona, rozbrojona i pod konwojem odprowadzona ulicami Wilna do obozu "wojennoplennych" w Miednikach. Wkrótce w tym samym obozie znaleźli się partyzanci którzy dotarli do punktów zbornych.
Nowym komendantem AK został ppłk dyplomowany Julian Kulikowski, dotychczasowy Szef Oddziału I (Organizacyjno - Szkoleniowego).

Obóz mieścił się na placu byłego majątku, otoczonego resztkami kamiennego muru i drutem kolczastym. Bramę zabezpieczały kozły hiszpańskie z drutu kolczastego. Pilnowały go silne posterunki wyposażone w karabiny maszynowe. Około 30 % 3 Brygady Partyzanckiej OW-AK znalazło się za drutami. Stłoczono tu pod gołym niebem około 8000 partyzantów AK. Wśród nich był między innymi Zbyszek Kulikowski. Jurek Ałabuszew, Janek Andrzejewski, Jurek Kobecki, Julek Krukowski, Rysiek Gulbinowicz, Jurek Kopczyński, Kazik Skawiński, Jurek Wiechert uniknęli aresztowania i powrócili do pracy, chronieni tzw. "bronirowką", lub ukrywali się u krewnych czy znajomych. Wicek Piszcz w dalszym ciągu leczył się z ran na melinie AK. Leon Światłowicz został pracownikiem Wydziału Komunalnego Zarządu Miasta Nieświeża. U Kostka Ostrowskiego zamieszkał krewny ze wsi podwileńskiej, agent NKWD, współpracujący dotychczas z partyzantką radziecką, a obecnie z tymi samymi osobami ale już pełniącymi rolę milicjantów. Rozpoczął razem z Kostkiem pracę w Poleskim Depo, a wkrótce otrzymał zadanie z NKWD - "opiekować się" moją osobą w pracy i w domu. Był przecież moim sąsiadem. Kim opiekował się Kostek, nie wiem.
Włodek Rudziński uprzedzony przez mnie o zainteresowaniu się jego osobą przez NKWD, ożenił się z Haliną, koleżanką z warsztatowego biura i zamieszkał u niej, zmieniając automatycznie adres.
Maurycy Julian Zdanowicz dostał pracę (dokument zaginął):
Komenda Okręgu Wileńskiego AK, w nowym składzie wydała komunikat:
Komunikat ten został opublikowany w podziemnym piśmie Wiadomości Polskie nr 3, Wilno 22 lipca 1944 roku. Oryginał był przechowywany w Centralnym Archiwum KC PZPR, Dział Prasa okupacyjna, sygnatura P.1326 e i m.
Dowódcami wojsk NKWD ochrony tyłów byli:
1-go Frontu Białoruskiego - generał Sierebriakow
2-go Frontu Białoruskiego - generał Bagatin
Byli to bezpośredni wykonawcy rozkazu czerwonego gangu ludobójców.
20 lipca 1944 roku, wojskowe władze radzieckie nakazały w ciągu 24 godzin opuszczenie wszystkich mieszkań w naszym domu. Tato znalazł nowe mieszkanie u swojej siostry ciotecznej, pani Sidorowiczowej na ulicy Piłsudskiego 23/9, o dwa domy od mieszkania Ireny. Był to pokój dość duży z używalnością kuchni, z osobnym przedpokojem na parterze i wejściem od ulicy. Najstarsza córka gospodyni, Dola, była przed wojną sympatią Józka Krzywca
Wilno
W czasie zagospodarowywania się w nowym mieszkaniu, razem z mamą, zauważyłem na zewnętrznej ścianie od ulicy, pod stropem, w pęknięciu tynku czubek pocisku. Rozdłubałem tynk. Był to pocisk artyleryjski 120 mm, niewypał. Miał zagięty zapalnik. Gdybym poszedł i zgłosił wykrycie pocisku na milicję, na pewno zarządziliby opuszczenie całego domu, może nawet sąsiednich budynków. Saperzy radzieccy rozgrabiliby mieszkanie. Postanowiłem spróbować sam. Zagięcie zapalnika dodało mi odwagi a ponadto pocisk przebił mur grubości 50 cm i nie wybuchł, to dlaczego miałby wybuchnąć w moich rękach.

Rozłupałem więcej tynku i muru dookoła pocisku. Drgnął. Dał się dość łatwo wyjąć z otworu. Był bardzo ciężki. Ledwo mogłem go unieść. Na ulicy od razy zebrał się tłum. Z niedalekiego komisariatu przybiegł milicjant. Odsunął ludzi na odległość ok. 30 metrów. Sam trzymał się jeszcze dalej. Kazał zanieść wydłubany pocisk na ruiny niedalekiego domu przy ulicy Nowogrodzkiej. Wrzuciłem go do leja po bombie a sam upadłem obok. Nie wybuchł. I po co był ten strach, aż koszulę miałem mokrą. Resztą zajął się milicjant.
Aresztowany dowódca OWN-AK "Wilk" został przewieziony z budynku sztabu 2 Frontu Białoruskiego mieszczącego się przy ulicy Kościuszki 16 (piętrowa willa z kolumienkami), następnie do gmachu Sądu przy ulicy Ofiarnej. Wkrótce znaleźli się tam pozostali oficerowie jego sztabu. W styczniu 1945 roku, przez trzy tygodnie będzie tam siedział aresztowany przypadkowo Józek Krzywiec. Kadra OWN-AK została rozlokowana po różnych więzieniach.
W warsztatach wagonowych Poleskie Depo, w których pracowałem, personel techniczny zaczął się powiększać. Przyjechali Rosjanie z Leningradu, sami inżynierowie i demonstracyjnie chwalili się umiejętnością posługiwania się suwakiem logarytmicznym. Ilością przewyższyli wkrótce ilość poprzedniego personelu, litewsko - niemieckiego.