Kraków
Wilno
1 września 1942 roku w Krakowie Jasia rozpoczęła drugą klasę szkoły handlowej.
Ja natomiast zmarzłem bardzo podczas kolejnej podróży handlowej do Pskowa. Noce zrobiły się przeraźliwie zimne, a parę godzin jazdy, czasem całą noc z postojami w nieogrzanym wagonie towarowym nie należały do przyjemności. Do tego jednemu koledze, podczas wydobywania sody kaustycznej z cysterny kropla sody z odprysku
Psków
trafiła do oka. Ślad po sodzie zmył pod kranem szybko, ale ślad pozostał, na szczęście tylko na dolnej powiece. Wzroku na szczęście nie stracił, ale nam się odechciało ryzykować. Nie miałem już wtedy co robić. Pracować i spać pod bombami bez żadnego zysku to nie interes dla poważnego kupca - spekulanta. Postanowiłem jechać do domu i zawiść "majątek ruchomy". Miałem tego już dwie duże pełne walizy. Dwie pary walonek, błam, materiały na płaszcz, wysokie buty żołnierskie niemieckie i kupę drobnych rzeczy oraz pełne kieszenie pieniędzy, które trudno mi było ukrywać przed kolegami. Znowu pomogły jajka. Za tuzin jajek dostałem dwutygodniowy urlop, podobno regulaminowy (tylko nikomu o tym nie mówiono). Do tego otrzymałem kartę urlopową ważną na trasie Dna - Wilno z biletem kolejowym na dowolną ilość przejazdów oraz kartę wyżywieniową na cały okres przebywania na urlopie. Na kartę otrzymywałem na dworcach suchy prowiant tzw. verflegung, oraz gorącą gęstą zupę na peronach jak dla żołnierzy.
Zawiozłem to wszystko do domu. Rodzice byli bardzo zaskoczeni. Przez cały czas biedowali i popłakiwali nad moim losem, nie przypuszczając iż stanę się tam krezusem (jak na nasze warunki). Wystarczyło tego na dłuższy czas.
Wypróbowaną metodą: do okulisty po zaświadczenie, do pracy po zwolnienie z delegacji, ale nie z urlopu i w drogę do Dna, żeby wykorzystać kartę żywnościową na cały okres urlopu. Na miejscu zastałem zmianę. W czasie jednego z nalotów poważnemu uszkodzeniu uległ dach budynku i nasza duża sala była zalana wodą deszczową. Mój pokój był suchy, więc koledzy wyłamali zamek i zagospodarowali się w nim. Dobrze, że wszystko zdążyłem wywieźć. Zlikwidowałem swoje sprawy, obiecałem, że na moje miejsce ma przyjechać ktoś inny, tak jak mi przekazano w pracy. Pożegnałem się z kolegami oraz ze swoim sympatycznym kupcem od rybek i w drogę do domu. 16 września 1942 roku powróciłem do pracy tokarza na kolejowym wydziale mechanicznym w Wilnie, na trzy zmiany. Było nudniej ale na pewno bezpieczniej.
W Północnej Afryce Jan Kijanka, po rocznych walkach w Samodzielnej Brygadzie Strzelców Podkarpackich, w ramach reorganizacji P.S.Z. znalazł się w 2-im Korpusie Polskim pod dowództwem generała Władysława Andersa, jako kierowca ciężarowego samochodu zaopatrzeniowego. W tym charakterze służył aż do bitwy pod Monte Cassino.
W Warszawie podczas jednej z łapanek ulicznych został złapany i powieszony Jan Niedziński, urodzony w 1900 roku, bratanek Michaliny z Niedzińskich Miśkiewiczowej (Nowy Jork), wnuk Aleksandra Niedzińskiego (powstańca 1893 - 1864).
W Olkienikach (Valkininkai) urodziła się Stanisława Jungnikiel (córka Eleonory i Stanisława, 4 miesiące po śmierci ojca
Olkieniki
W Wilnie 11-go września umarł profesor PST (szkoły średniej Zygmunta Zdanowicza), wykładowca mechaniki i wytrzymałości materiałowej inż. mechanik Wacław Rafał Wierzbicki
1942.11.19-1943.02.02; Armia Radziecka okrążyła Stalingrad. Klęska Niemiec, początek końca.
ZSRR
Wróciłem do "normalnych" zajęć w AK; gromadzenie broni, amunicji, regulaminów wojskowych. Zbieranie informacji o ruchach wojsk niemieckich, mały sabotaż, szkolenie wojskowe i dywersyjne, sypanie pisku do łożysk wagonowych, rozrzucanie kolców stalowych na szlakach wojskowych transportów samochodowych, pozostawianie butelek z karbidem i wodą w kinach, osłona miejsc zbiórek i narad. Do szkolenie najbardziej odczuwaliśmy brak przedwojennych regulaminów wojskowych. Dlaczego ten cholerny Józek Krzywiec zniszczył te cztery regulaminy, które dostał na przechowanie. Zmuszeni byliśmy te nieliczne posiadane przez nas przepisywać ręcznie. Cholerna robota. Udało mi się namówić do przepisywania moją sąsiadkę, 18-letnią Helenę, ale będą tego konsekwencje 3 listopada 1943 roku.
12 grudnia 1942 roku w sowchozie Kaz-cik w Kazachstanie, umarła przebywająca tam na zesłaniu Anna z Niedzińskich Breycha
Pozostał po niej portret z 1914 roku, oraz zapiski;
"... Gromadzić zbiory, to znaczy interesować się, specjalizować się. Specjalizacja zaś, to tylko inna nazwa skupienia. Sens jest ten, że z pewnością potrafimy się skupić, jeżeli w grę wchodzi zainteresowanie lub przyjemność... Bądź sobą jeżeli chcesz stworzyć coś oryginalnego. Ktoś kto chce być sobą ma do pokonania głównie dwie przeszkody; nieszczerość i brak zaufania... Ludzie nie byliby tak źli, gdyby ustrój był lepszy. Ciągła walka, niesprawiedliwość, paczy charaktery, zatwardza dusze... Jedna genialna myśl może zmienić kierunek rozwoju kilku pokoleń... Człowiek myślący widzi to, czego inni nie widzą. Niezależność charakteryzuje moralną stronę tej zdolności widzenia ..."
W Krakowie popłoch wśród młodych Polek. Niemcy przygotowali jakieś spisy, między innymi trafiła na nie Jasia. Groziła jej wywózka, bo szkoła nie reklamowała. Zrezygnowała więc z dalszej nauki w handlówce i dzięki protekcji wujka Szulca [44] dostała pracę w Lohnstelle, wraz z siostrą Józefą.
Kraków
W rodzinnej wsi Jana Kijanki, Huta Brzuska, gmina Krasiczyn, powiat Przemyśl, jego brat stryjeczny nazywający się też Jan Kijanka został przez Niemców wywieziony do Niemiec na roboty przymusowe.
Zdjęcie młodej egipcjanki - zdjęcie z albumu wojennego Jana Kijanki
Przemyśl