Po czterech miesiącach krwawych walk, ZSRR zawarł rozejm z Finlandią. Musiał zrezygnować z próby rozlokowania baz wojskowych na jej terytorium. W wyniku walk zajął należący dotychczas do Finlandii przesmyk Karelski z Wyborgiem i utworzył na tym terenie Karelsko - Fińsk¹ S.S.R. Była to i tak kompromitacja czerwonego imperium. "Niedźwiedź gonił pchłę".




W obozie jenieckim w Starobielsku wybrano spośród przebywających w nim oficerów Wojska Polskiego, kilkudziesięciu podchorążych i młodszych oficerów (m.in. był w tej grupie porucznik Jastrzębiec), przewieziono ich do obozu wojskowego pod Moskwą i oddano pod komendę pułkownika Zygmunta Berlinga. Stworzono im dobre warunki. Przypuszczalnie już wtedy Józef Stalin przewidywał pułkownika Berlinga na dowódcę Armii Polskiej w ZSRR. Po umowie między Stalinem a generałem Władyslawem Sikorskim wszyscy ci oficerowie trafili do Armii generała Władysława Andersa.
W obozach jenieckich w Kozielsku, Starobieslku i Ostaszkowie NKWD rozpuściło plotkę, że wkrótce jeńcy zostaną przeniesieni do innych obozów w których będą lepsze warunki, a potem będą mogli spodziewać się nawet zwolnienia. Nawet strażnicy zaczęli się do lepiej odnosić do jeńców. Rozładowanie obozów nastąpiło w terminach od 3-go kwietnia do 16 maja 1940 roku, partiami po 50 do 350 osób dziennie. Przed odjazdem z obozu wciągano do wykazu każdego jeńca, spisując o nim wszelkie szczegóły. Pobierano też odciski palców. Poddano ich ponownemu szczepieniu i wręczono im świadectwa tych szczepień. Wszystkich zaopatrzono w racje żywnościowe na podróż. Starszym oficerom chleb zawijano w biały papier co w ZSRR nie było dotychczas stosowane. Jeńcy odjeżdżali pełni nadziei. Wagony kursowały wahadłowo. Były to specjalne wagony aresztanckie. Zawierały po 10 cel. W każdej z cel znajdowało się 6 miejsc siedzących, choć ładowano do nich po 18 20-tu jeńców. Z Kozielska wywożono ich do Smoleńska, Gniazdowa, mordowano i zwłoki zakopywano w lesie katyńskim (wśród wywiezionych i zamordowanych tam był m.in. wujek kpt. rez. inż. Jan Kazimierz Breycha). Z Ostaszkowa wywożono jeńców do Miednoje na północ od Kalinina (wśród wywiezionych i zamordowanych był m.in. nasz profesor od termodynamiki inż. Adam Bielecki). Ze Starobielska, jeńców wywożono do Charkowa, tam mordowano ich w gmachu NKWD a zwłoki zakopywano na polu nr 6 po stronie północnej miasta.
W Generalnej Guberni Niemcy prowadzili nadal zakrojoną na szeroką skalę akcję AB. Głównym jej organizatorem był generalny gubernator H.Frank, kierownik wydziału spraw wewnętrznych w urzędzie G.G. Friedrich Siebert, komendant policji, bezpieczeństwa i służby bezpieczeństwa G.G. Bruno Strechenbach.
Intencją obu ludobójców Stalina i Hitlera, było zburzenie podstaw na jakich Polska mogłaby być odbudowana, przez zniszczenie, wymordowanie polskiej inteligencji po obu stronach linii demarkacyjnej. Obaj oprawcy przystąpili do realizacji niemieckiego Generalnego Planu Wschodniego. Stalin nawet nie podejrzewał, że w planie tym Hitler ujął również zagładę narodów ZSRR. Sądzę, że w mordach na oficerach polskich NKWD ściśle współpracowało z Gestapo. Gestapo o wszystkim wiedziało, może nawet brało czynny udział w wyczynach NKWD. Nie musieli na pewno "odkrywać" grobów w Katyniu. "Odkrycie" to nastąpiło w ściśle określonym przez Niemców terminie, najwygodniejszym dla nich ze względu na sytuację frontową.
Zdjęcia Jurka Zdanowicza które zostało wykonane w leśniczówce Rudna koło Radzynia Podlaskiego przez Tadeusza, ojca małego Jurka:
Radzyń Podlaski
Jurek Zdanowicz
1941
Marysia Zdanowicz z synem Jurkiem
Dokument 198 ; Lista personalna Teofila Rewkowskiego (dokument w języku rosyjskim - tłumaczenie Zygmunt Zdanowicz);
Białystok
1940
Teofil Rewkowski
Helena Rewkowska
1940
13 kwietnia 1940 roku, ciocia Anna z Niedzińskich Breycha została aresztowana przez NKWD w swoim mieszkaniu w Grodnie na ul. Dworskiej 3 m 2. Powodem aresztowania było prawdopodobnie likwidowanie przez NKWD osób z rodzin, które straciły bliskich w Katyniu, Miednoaje koło Kalinina i na polu nr 6 w Charkowie. Jej mąż, a mój wujek kpt.rez.inż. Jan Breycha został zamordowany w Katyniu. Masowe deportacje dotknęły cały teren wschodniej Polski okupowanej przez ZSRR. Kierował nimi zastępca Ławrienija Berii Iwan Sierow. Z Druskienik tym samym pociągiem co ciocia Anna zostali deportowani moi rodzice chrzestni Waleria i Michał Baranowscy. Z Grodna rodzina Jerzego Krzysztonia, mającego wówczas 10 lat, przyszłego pisarza który napisał (na emigracji w Londynie) książki opisujęce losy zesłańców do Kazachstanu "Wielbłąd na stepie" oraz "Krzyż Południa".
Grodno
Zesłańcy, zaraz za Baranowiczami, na dawnej granicy polsko - radzieckiej zostali przeładowani do wagonów radzieckich (szerokotorowych ok. 12 cm szerszych od europejskich), jakby specjalnie przygotowanych do transportu niewolników.
Współczesne kibitki. Tym razem były to kryte wagony towarowe z zainstalowanymi dwupiętrowymi pryczami, tiepłuszką czyli piecykiem żelaznym na węgiel i paraszą, czyli wiadrem do załatwiania potrzeb fizjologicznych. Raz na dzień, pociąg zatrzymywał sie, gdzieś na jakiejś nikomu nie znanej stacji, na której i tak nikomu nie wolno było z niego wysiąść i na której eskorta przynosiła na każdy wagon po 2 wiadra kipiatku czyli wrzątku. Przez całą dwutygodniową podróż, dali dwa razy na osobę po jednym chlebie. Raz tylko pozwolono na opuszczenie wagonów w polu. Drugi raz po trzech delegatów z wagonu, mogło wysiąść z wagonów na stacji w Świedłowsku na Uralu, po worki z chlebem. W drodze, gdy umierały niemowlęta i staruszkowie dokonywano szybkiego ich pochówku przy torach bez krzyży, jak zwierzęta.
Tadeusz Zdanowicz, inżynier leśnik, został aresztowany w leśniczówce Rudna przez Gestapo. Został przewieziony do Radzynia Podlaskiego, potem do Lublina. Więziony był na zamku w Lublinie. Gdy "uzbierała" się większa ilość więźniów, Gestapo zorganizowało transport kolejowy i jednym z pierwszych transportów Tadeusz został przewieziony przez Kraków do Oświęcimia.
Henryk Zdanowicz został przewieziony razem z innymi internowanymi z Offlagu XVIIB w Karyntii (Austria) do Offlagu II C w Woldenburgu (Dobiegniew koło Gorzowa Wielkopolskiego). Musieli zrobić miejsce dla przewidywanych jeńców francuskich w związku z planowaną przez Hitlera inwazją na Francję. W Dobiegniewie, na powierzchni ok. 0,2 km2, ogrodzonej drutami kolczastymi zgromadzono 7000 oficerów polskich. Komendantem ruchu oporu w obozie został płk Misiąg (1940 - 1941), a dowódcą 1-go oddziału bojowego (ucieczki) porucznik Pacak.
Gorzów Wlkp.
W Krakowie, na Wawelu, została zwolniona z pracy w kuchni matka Jasi, Paulina Kijanka. Do końca wojny pomagała swojej siostrze, Helenie Nalepińskiej w prowadzeniu sklepiku spożywczego przy ulicy Kościuszki w Krakowie.
Kraków
Jan Kijanka, ojciec Jasi, razem z kilkoma kolegami uciekł z obozu uchodźców polskich w Buèau w Rumunii i poprzez Split w Jugosławii i Turcję dotarł w maju 1941 roku do Wojska Polskiego przy armii brytyjskiej w Syrii. Przez dłuższy czas przebywali w Splicie, skąd do rodziny dotarły od niego listy.
Syria
Major Henryk Dobrzański, "Hubal" zginął 30 kwietnia 1940 roku. Dowództwo Hubalczyków przejął po nim Szymański, ale już 25 czerwca 1940 roku oddział uległ rozwiązaniu.
W Wilnie odbyła się wielka manifestacja patriotyczna z okazji 3-Maja. Do więzienia trafiło dużo młodzieży, m.in. Wicek Piszcz, którego spotkałem na podwórku więziennym podczas spaceru. Zdążyliśmy zamienić ze sobą tylko kilka słów. Zapewniłem go, iż nie jest zamieszany w sprawę tajnego PW-PST.
Wilno
10 maja 1940 roku Niemcy zaatakowały Francję, przez Holandię, Belgię i Luksemburg i zajęli ją do 10 czerwca 1940 roku. Prędzej niż Polskę.
Francja
Kazachska SSR
Ze zsyłki do Kazachstanu do Druskienik dotarła pierwsza kartka od cioci Anny Breychy (Niedzińskiej). Kartka jest bardzo niewyraźna więc poniżej jest umieszczona jest jej przepisana treść.
Kolejna kartka z Kazachstanu od Anny Breychy (Niedzińskiej), tym razem do koleżanki zamieszkałej w Grodnie - Kazachstan 1 maj 1940 roku - ponizej odczytana jej zawartość.

15 maja 1940 roku przeprowadzono mnie (Zygmunta Zdanowicza) do innej celi, gdzie już "mieszka³" Marian Truszkowski. Poczuliśmy się raźniej i mieliśmy już więcej nadziei. Odczuliśmy mniejszy nadzór dozorców przez "judasza". Wyglądało, że przestali się nami interesować. Do sędziego przestali wozić. Czeka nas wyrok lub wolność. Cela była słoneczna, ale żeby się opalać trzeba było stanąć na stole, bo okienko było wysoko, no i trzeba było uważać na strażnika zaglądającego przez "judasza" oraz stojącego na wieży. Zauważyła nas "Jadzia", która była aresztowana jednocześnie z nami, za udzielenie swojego mieszkania na styczniową naradę, a teraz siedziała w celi, której okienko wychodziło na naszą stronę. Zaprosiła nas "zajączkiem" puszczonym przez lusterko do rozmowy na migi, oraz na pisanie palcem na szybie. Pod koniec maja, właśnie od niej dowiedzieliśmy się o nadchodzacym zwolnieniu.
Wilno
Gorzów Wlkp.
ZSRR