11 listopada 1955 roku, Święto Niepodległości. Już nie podlegałem kurduplowi w mundurze (dowódcy 7 DP). Mieszkaliśmy dalej w mieszkaniu administrowanym przez Garnizonową Administrację Mieszkaniową. Była to moja największa zdobycz materialna za cztery lata służby (48 miesięcy). Nie mogli mnie z tego
Gliwice
mieszkania wyrzucić, musieliby dać inne, zastępcze, nie gorsze od tego i to tylko za moją zgodą. Dobre i to.
Były to pierwsze dni wolności, ale spotkała mnie również pierwsza porażka. Tuż koło domu, przy ulicy Karolinki była Fabryka Części Samochodowych. Bardzo chętnie zatrudniliby bądź co bądź fachowca, z odpowiednim wykształceniem oraz praktyką, ale płacą słabiutko jak wszystkie zakłady produkcyjne. WKR nie przyłożył starań co do znalezienia lepszej pracy, wydał tylko legitymację oficera rezerwy. Za to w sprawie pracy odesłali mnie do Komitetu Miejskiego PZPR, widocznie sądzili, iż jak każdy oficer LWP należałem do partii. Co za państwo w państwie. Mieli nawet dla swoich biura pośrednictwa pracy. Musiałem szukać pracy na własną rękę.
Dokument 323; Legitymacja oficera rezerwy Zygmunta Zdanowicza [30 listopada 1955 roku]

W końcu trafiłem do Przedsiębiorstwa Projektowania i Budowy Zakładów Przemysłu Metalowego i Elektrotechnicznego "Prozamet" Warszawa, Oddział w Gliwicach, mieszczącego się przy ulicy Machlewskiego (obecnie blok mieszkalny na rogu ul. Dolne Wały i Berbeckiego). Personalnemu powiedziałem, że pracowałem w biurze konstrukcyjnym wentylatorów. Ten skierował mnie do kierownika pracowni instalacyjnej. Jej kierownikiem był inż. Jan Pietrzak. Nie był to znany satyryk, kandydat na prezydenta, lecz ucieleśnienie satyry. Pomylił on konstruowanie wentylatorów z konstruowaniem instalacji wentylacyjnych którym zajmowała się pracownia i przyjął mnie od 1 grudnia 1955 roku. Wtedy jeszcze nie rozumiałem, że to nieporozumienie. Sądziłem, że mam do czynienia z fachowcem wysokiej klasy, który wie co robi. Finansowo propozycja też była niezła. Na początek, na okres próbny trzymiesięczny, zostałem starszym projektantem z pensją zasadniczą 1400,00 zł, plus drugie tyle w zmiennej premii. Propozycje przyjąłem.
Teść Jan Kijanka, pracuje w kuchni polskiego szpitala wojskowego w Londynie - od 1945.09 do 1959.12.
Londyn
Basia Badowska (Ziernicka) w pierwszej klasie szkoły podstawowej w Krakowie.
Henryk Zdanowicz - pracuje jako kierownik pracowni projektowej w Mostostalu Nowa Huta
Ojciec Maurycy Zdanowicz zmarł w Krakowie 17 kwietnia 1949 roku.
Kraków
Kraków
Irena Brokowska (Zdanowicz) - pracuje jako nauczycielka matematyki w gimnazjum w Warszawie.
Warszawa
Mama Józefa Zdanowicz (Niedzińska) mieszka z synem Zygmuntem Zdanowiczem w Gliwicach.
Gliwice
Tadeusz Zdanowicz - został zamordowany w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu w sierpniu 1940 roku.
Oświęcim
Żona Tadeusza Zdanowicza, Marysia z Philipp'ów, po ponownym wyjściu za mąż za Józefa Piksę, pracowała jako farmaceutka w Kamiennej Górze. Ich syn Jerzy uczęszczał do ostatniej klasy licealnej.
Kamienna Góra
1 grudnia 1955 roku, zaraz przy temacie pierwszego otrzymanego projektu wszystko się wyjaśniło. Był to projekt instalacji wentylacji wydziału obróbki cieplnej zakładu w Bytomiu. Do wykonania projektu nie trzeba było znać się na konstruowaniu wentylatorów, wystarczyło tylko dobrać je z katalogów. Ja natomiast potrafiłem konstruować wentylatory a instalację wentylacyjną nie za bardzo. Miałem dwa wyjścia.
Albo zrezygnować z dalszej pracy w tym biurze, albo się czegoś nauczyć. Wybrałem to drugie rozwiązanie. Przewertowałem bibliotekę zakładową, księgarnie techniczne, zgromadziłem odpowiednią literaturę i wieczorami w domu zakuwałem. W pracy wykorzystywałem to czego się nauczyłem i tak stopniowo opanowałem nowe dla mnie zagadnienia. Nikt się w tym nie połapał, a już zupełnie o tym nie miał pojęcia kierownik pracowni inż. Jan Pietrzak. Wykorzystywał on zbieżność swojego nazwiska w ówczesnym komendantem milicji generałem Pietrzakiem. Wszyscy się go bali. Trząsł całym biurem nie tylko jako domniemany krewny generała lecz również jako 1-szy sekretarz POP PZPR. Dyplom inżyniera uzyskał na specjalnym dwutygodniowym szkoleniu zorganizowanym na Politechnice Warszawskiej dla aktywistów partyjnych. W rzeczywistości pan Jan miał ukończoną w okresie okupacji niemieckiej szkołę techniczną w Częstochowie. Poziomem swoim szkoła ta dorównywała szkołom rzemieślniczym. Na szkoleniu dla aktywistów pan Jan poduczył się robienia najprostszych projektów instalacji wodnych, a po objęciu funkcji kierownika pracowni instalacyjnej udawał speca od wszystkich instalacji. Dopiero, po poznaniu jego życiorysu poznałem prawdziwą przyczynę wynikłego nieporozumienia podczas mojego przyjęcia do pracy. Pan Jan po prostu nie miał zielonego pojęcia o wentylacji. Okazało się, że pozostali koledzy z pracowni też reprezentowali słaby poziom, tak że po kilku miesiącach intensywnej nauki czułem się już zupełnie pewnie na swoim stanowisku. Rozszerzyłem nawet wiadomości o całość zagadnień cieplnych i wykonywałem projekty instalacji c.o. i wentylacji różnych obiektów przemysłowych.

Gliwice
Krzyś Zdanowicz, z kolegą z podwórka na sankach
Ponieważ centrala Prozametu mieściła się w Warszawie często jeździliśmy do niej w delegacje. Naturalnie, przy okazji odwiedzałem rodzinę siostry Ireny Brokowskiej (Zdanowicz). Trwało to do końca mojej pracy w Prozamecie, czyli do 1979 roku.
Warszawa
Marek i Andrzej, synowie Ireny i Zbyszka Brokowskich