Rozdział 124; Koniec służby po raz pierwszy
Kolejna lub poprzednia strona
KONIEC TOMU  X
20 maja 1947 roku rozpoczęły się egzaminy końcowe przed komisją MON. Zgodnie z oczekiwaniami wszystkie przedmioty fachowe i wojskowe poszły mi bardzo gładko, bez problemów czy zahamowań. Natomiast samochód ciężarowy, zahamowany przez mojego poprzednika nie mógł ruszyć z miejsca. Tak machałem nerwowo lewarkiem, że w końcu egzaminator wyrzucił mnie z samochodu, z czego zresztą byłem bardzo zadowolony, a instruktor - morderca aż zzieleniał ze złości. Dobrze mu tak. Bezpośrednio po egzaminach złożyłem przygotowany już raport z prośbą o zwolnienie do cywila.
Koszalin
Dokument 273; "Zaświadczenie nie upoważniające do samodzielnego prowadzenia samochodu" dla Zygmunta Zdanowicza
Po kilku dniach i zlikwidowaniu KDO Samochodowych otrzymałem upragniony od dawna rozkaz wyjazdu do Departamentu Personalnego MON w Warszawie. Tam zostałem zdemobilizowany bez odprawy finansowej należnej każdemu zwalnianemu do cywila - była to chyba kara za raport o zwolnienie. Uzyskałem ostatni już rozkaz wyjazdu do punkty demobilizacyjnego do Wrocławia z zapewnieniem 14 - dniowego wiktu, opierunku i mieszkania od 27 maja do 6 czerwca 1947 roku, w celu znalezienia pracy i jakiegoś prywatnego lokum. Był to urlop "bezrobotnego".
Jeszcze będąc w Warszawie odwiedziłem szwagra Zbyszka Brokowskiego i jako wojskowemu przekazałem moją prywatną własność: szablę niemiecką (1985 - teraz wisi na ścianie w mieszkaniu Andrzeja Brokowskiego), tornister niemiecki, rewolwer 4 mm (chyba go przepił gdy odchodził do cywila). Po drodze do Wrocławia, byłem w Bydgoszczy u Marysi Zdanowicz z Philippów, która zaproponowała mi prywatne stypendium przez okres studiów na Politechnice. Zaskoczyła i rozczuliła mnie tą propozycją ale podziękowałem. Powiedziałem, że to muszę sam załatwić i załatwiłem trochę później.
Warszawa
Bydgoszcz
We Wrocławiu zacząłem od Kuratorium. Na odpisie tłumaczenia z języka litewskiego Dyplomu ukończenia PST w Wilnie dopisali:
Wrocław
Szkoda tylko, że nie napisali iż "do wstępu bez egzaminów". Politechnika bowiem nie chciała mnie zwolnić z egzaminu wstępnego, a ja po tak długiej przerwie nie byłem przygotowany do podejście do nich. Wszystko mi wyleciało z głowy, nawet te troszkę co w niej było.
Z pracą było znacznie łatwiej. Cały czas byłem jeszcze w mundurze, więc wszędzie chętnie by mnie przyjęli. Znalazłem we Wrocławskiej Fabryce Pomp bardzo dobrą, dobrze płatną, nawet ze służbowym, 3 - pokojowym mieszkaniem, częściowo umeblowanym, poniemieckim pracę. Wzięli mnie widocznie za "swojego". Gdy przedstawiłem dokumenty od razu znikła praca i mieszkanie - zabrakło jednego załącznika - legitymacji PPR.
10 czerwca 1947 roku zacząłem pracę jako technik warsztatowy w Głównym Warsztacie "Azotów" w Chorzowie. W hotelu robotniczym dostałem łóżko w pokoju dwuosobowym. Pierwszego dnia pracy zwolniłem się do RKU (Rejonowa Komenda Uzupełnień). Tam ostatecznie zostałem cywilem. Byli bardzo zdziwieni, że nie dostałem odprawy pieniężnej w Warszawie. Może to też tylko dla partyjnych. Na otarcie łez dali mi medale wojskowe, widocznie mieli ich z dużo, a plan musieli wykonać.
Dokument 274; Nadanie "Medalu Zwycięstwa i Wolności" ppor. Zygmuntowi Zdanowiczowi, Warszawa 9 maja 1946 roku ;
Chorzów
Pojechałem do Gliwic, aby tu spróbować szczęścia. Niestety, na Politechnice odpowiedzieli to samo, chętnie mnie zapiszą, ale na egzamin wstępny. W Zjednoczeniu Chemii obiecali stypendium naukowe, ale pod warunkiem, że od października mam pracować w Chorzowskich "Azotach".
Gliwice
Dokument 275; Nadanie "Odznaki Grunwaldzkiej" ppor. Zygmuntowi Zdanowiczowi, Chorzów 27 czerwiec 1947 roku
Dokument 276; Nadanie odznaki "Żołnierzowi Demokracji za walkę z najeźdźcą niemieckim o Polskę, Wolność i Lud" Zygmuntowi Zdanowiczowi
Służyłem w LWP od 19 stycznia 1945 do 27 maja 1947, czyli dwa lata, cztery miesiące i 8 dni. W tym:

Szkole Oficerów Piechoty nr 2 w Lublinie
KDO w Gryficach
KDO w Inowrocławiu
KDO w Koszalinie
W sumie jeden rok, osiem miesięcy i szesnaście dni. Przeszedłem więc prawie całą podchorążówkę zawodową przedwojenną, która trwałą dwa lata. Teraz więc mogę powiedzieć, iż jestem wyszkolonym oficerem, chociaż tylko LWP i w dodatku fachowcem bo samochodziarzem. Chyba więc czasu całkowicie nie zmarnowałem. Tym bardziej, że będę mógł ten okres zaliczyć do działalności kombatanckiej, walki mojej jednostki z UPA o utrwalenie władzy ludowej - od 29 marca 1946 do 27 maja 1947 - jeden rok, jeden miesiąc i 29 dni - prawem kaduka oraz zgodnie z Ustawą 1945.01.20 - 05.09 - trzy miesiące i 20 dni.