Kolejna lub poprzednia strona Rozdział 97; Czerwiec 1944
1 czerwca 1944 roku o godzinie 2000 na lotnisku radzieckim pod Równem odbyła się zbiórka 56-osobowej grupy "pułkownika" Satanowskiego w składzie której był m.in. Piotr Zalewski, mój kolega z wojska i sąsiad. Odprawę grupy przeprowadził "generał" Aleksander Zawadzki, jako Szef Sztabu Partyzanckiego przy 1 Armii L.W.P.
  O godzinie 21:00 grupa odleciała na zachód. Zostali wyrzuceni na spadochronach niedaleko kolonii Łajsów w lasach Parczewskich, na zachód od Włodawy. Tworzyli zalążek nowego Polskiego Zgrupowania Partyzanckiego (pod zarządem radzieckim) "Jeszcze Polska nie zginęła". Za swoje główne zadanie mieli zwerbowanie jak największej ilości ochotników, oraz ścisłą współpracę z partyzantką radziecką.
W połowie czerwca 1944 roku 3 Brygada Partyzancka "Szczerbca" "przejęła" od uzbrojonych Holendrów majątek Soleczniki. Zdobyła 200 krów i traktor, który zapoczątkował motoryzację Brygady. Do końca miesiąca Brygada zdobyła 43 wozy osobowe i ciężarowe, w tym 3 Citroeny 5-tonowe, 2 sanitarki i 1 wóz opancerzony. We własnym warsztacie w Wołkorabiszkach przerobiono benzynowe ciężarówki na gaz drzewny. W tym warsztacie prowadzono również remonty, do średnich remontów włącznie. Janek Andrzejewski pracował tam w dniach 8 do 17 lipca 1944 roku. Widział tam też Jurka Ałabuszewa. Kapitalne remonty wykonywano w warsztatach HKP w Wilnie, naturalnie bez wiedzy i pozwolenia Niemców. Łączność została nawiązana przez byłego pracownika HKP, członka 3 Brygady Partyzanckiej "Szczerbca" Mariana Korejwo, "Milimetra".
Holenderskie krowy i świnie oddawano chłopom  na przechowanie. Była więc stała dostawa mięsa, mleka i masła. W Starych Bohańcach, pan Więckowicz prowadził mleczarnię, dostarczał mleko, masło i ser. Okoliczne majątki jak: Anuliszki, Soleczniki, Rahańce, Taburyszki, Misiuczany - dostarczały zboże. Młyny w Wiliszkach, Taburyszkach, Tatarce robiły z tego mąkę, która była dostarczana na wieś w której kwaterowali partyzanci. Oddawano tyle kilogramów chleba ile wagowo dostawali mąki. Z okolicznych majątków dostarczano warzywa. W żywność zaopatrywano też chorych i rannych w szpitalu partyzanckim Onżadowie (lekarz Sawicki), lub na melinach w Wilnie. Cały teren "Polskiej Rzeczpospolitej Turgielskiej" był zupełnie wolny od administracji oraz wojska i policji litewskiej i niemieckiej.
W czasie akcji "Burza", Wicek Piszcz, podporucznik czasu wojny AK, został ciężko ranny i  został umieszczony na melinie AK. Został inwalidą, do końca życia będzie chodził o lasce.
W Niemczech, na robotach przymusowych urodziła się Józefa Kijanka, córka Jana, kuzyna Jana Kijanki który w tym czasie trafił do szpital w Londynie po kilkudiowej kąpieli w zatoce Biskajkskiej gdy Niemcy zatopili okręt, którym wieziono do USA niemeickich obrońców Monte Cassino, jako jeńców wojennych.
Jan Kijanka od 15 czerwca do września 1944 roku przebywał w polskim szpitalu wojskowym w Londynie. Początkowo jako pacjent, potem pracował jako pomoc przy pracach administracyjnych i kuchennych.
Z-067_Londyn
Jan Kijanka - pierwszy z lewej strony
5 czerwca 1944 roku, w Normandii lądowali Alianci - "Overland".
Na terenach na wschód od linii Curzona zgrupowania AK utrzymywane były przez rząd emigracyjny w przekonaniu, że znajdują się na terytorium polskim, że reprezentują tam interesy legalnych władz RP. Czuli się gospodarzami terenu wobec władz ZSRR. Natomiast ZSRR uważał te tereny jako integralną część ZSRR z wszelkimi wynikającymi stąd konsekwencjami politycznymi, prawnymi i wojskowymi. Dążenia te poparte były w Teheranie przez USA i Wielką Brytanię. Sytuacja powodująca powikłania polityczne, wystawiła na bardzo poważne ryzyko wysunięte jednostki AK - ofiara całopalna na ołtarzu manifestacji wstrząsającej sumieniem świata ??!!
15 czerwca 1944 roku Delegat Rządu Londyńskiego na Kraj inż. Jan Jankowski "Klonowski" i Okręgowy Delegat Rządu na Wilenszczyznę dr Zygmunt Fedorowicz, "Albin" na naradzie w Warszawie postanowili, że po ujawnieniu się oddziałów AK, w myśl planu "Burza", wobec Armii Radzieckiej władze terenowe podziemia wstrzymają się z ujawnieniem do czasu, kiedy z zachowania się organów radzieckich będzie można wnioskować, że mają one uznawać Wilenszczyznę za terytorium polskie. Było to typowe Polskie chciejstwo bez żadnej podbudowy politycznej czy logicznej. Od samego początku i od góry połowiczność, brak konsekwencji i zgodności. Doskonale dawało to się odczuć na najniższych szczeblach AK. Budziła się nieufność do dowództwa AK u tych co chcieli myśleć, a nie tylko pobrzękiwać szabelką i "trochę sobie postrzelać" - jak mówili niektórzy partyzanci. Chmury nad przyszłością zaczęły się gromadzić.
A w Moskwie, tagosyjonistyczne upiory szykowały się do inwazji na nasz kraj. Przez szczeliny, podstępem przeniknęły w szeregi ZPP, KRN, PKWN i LWP. Na bagnetach 1 Armii LWP i Armii Zd-radzieckiej niepolskie elementy dążyły do wyrządzenia wielu krzywd narodowi polskiemu.

Tagosyjoniści, żydowscy nacjonaliści, zakamuflowana organizacja syjonistyczna w łonie ZPP w ZSRR - Komitet Organizacyjny Żydów Polskich, potocznie zwany Komitetem Żydowskim. Staroindyjski rzeczownik brzmiał "sthaga" - oszust, cwaniak, wydrwigrosz. W sanskrycie (narzeczu ludowym) znaczy: osłaniać, kryć, skrywać w celach przestępczych. Faktem jest, że kierując się swoistą okupacyjną polityką, będą przy uprawianiu rozboju i grabieży na ziemiach polskich wyręczać się łobuzami, elementami społecznie wykolejonymi i psychicznie zboczonymi, marginesem spośród społeczności, marginesem z pozorowanymi prerogatywami władzy. Dla naiwnych i oszukanych, którzy nie zawsze byli im posłuszni ukuli termin "słowiańscy głupole made in Poland". Nie można godzić się na pokrywanie niepamięcią, bądź pomijanie naszych narodowych spraw, które ktoś nieżyczliwy Polakom po prostu skrywał. Bez znajomości historii, bez znajomości przeszłości, jej realiów nie sposób właściwie zrozumieć dzień dzisiejszy i jutrzejszy.
W miarę narastania rejestru ich zbrodni, malała cierpliwość, tolerancja i nasz narodowy humanizm. Oni będą sprawcami, że we wszystkich dziedzinach polskiego życia dominować będą elementy ustabilizowanego terroru, oszustwa, bezprawia, strachu i niepewności. Dla ukrycia swojego pochodzenia zaczęli przybierać popularne polskie nazwiska: Kowalski, Kamiński, Karpik, Kaliński, Nowak, Brzeziński, Daniłowicz, Galicki, Ciesielski, Podlaski, Skrzypiński, Mietkowski, Szydłowski, Zdanowski (późniejszy redaktor "Polityki"), Budzyński, Zakrzewski, oraz nazwiska znakomitych rodów: Krasiński, Potocki, Kraszewski, Branicki, Pszenicki, Malczewski.
Tagosyjonistyczne potwory, upiorne odpryski, permanentnie usiłują aktywizować się przywdziewając coraz to nowe kostiumy polityczne. Nie uznają absolutnie żadnego partnerstwa ze strony gojów. Agenturalne, kupieckie i terrorystyczne metody - oto jedyne formy oferowania gojowi mikrowspólnego udziału w zyskach spółki, która jest uznawana przez syjonistów za ich prywatną własność, lub w niej niepodzielnie rządzą. O tym trzeba wiedzieć i pamiętać. Poza tym żadne prawa i umowy dla nich nie mają znaczenia. Nawet jeśli sami coś takiego syjoniści ustalają lub podpisują, czynią to dla pozorów i z góry wiadomo, że nie będą przez nich dotrzymane.
Bismark powiedział: "Beztroska polskiego charakteru w odniesieniu do spraw tego świata uczyniła z Polski eldorado dla Żydów" - i taka "kadra" szykowała się teraz, żeby idąc tuż za frontem, razem z NKWD Ławrientija Berii zawładnąć Polską. Armia "wyzwolicielska" szykowała podwójną niewolę. Rozpoczęło się 12 lat rządów kata Jakuba Bermana, czołowego działacza tagosjonistów żydowskich.
23 czerwca 1944 roku w ZSRR ruszyła ofensywa "Bagration", trzech Frontów Białoruskich przeciwko Armii "Środek".
Koniec tomu VII