Wilno
5 października 1941 roku w Wielkich Łukach wyznaczono mnie na pomocnika maszynisty, też Wilniuka. Jeździliśmy na parowozie radzieckim, przeważnie przy pracach przetokowych w węźle kolejowym i w dużych warsztatach. Czasami jeździliśmy po okolicach i to mi się zupełnie nie podobało.
W Wilnie, przy ulicy Suocz na rozkaz Niemców, Litwini zorganizowali getto dla Żydów. Między innymi trafił tam Awadi Becker z rodziną. Helena i Sergiusz Gorodnowie schowali się w mieszkaniu rodziny Ludka Gedrysia i przebywali w nim do końca wojny. Po wojnie wyjechali do USA.
Izrael
W ZSRR do Kujbyszewa zaczęli napływać ochotnicy do Polskiej Armii w ZSRR gen. Władysława Andersa. Byli to zwolnieni z "lesopowaek", łagrów, obozów jenieckich oraz deportacji i w dużej części uciekinierzy. Ze względu na stan zdrowia nie wszystkich można było przyjąć do wojska. Wielu z nich chorowało na szkorbut, zwany cyngą, pozbawiający ich uzębienia i tworzący rany na nogach. Wielu z nich zmarło w drodze z wycieńczenia i różnych chorób. Zostali pochowani przez kolegów przy torach kolejowych podczas postoju pociągu. W ten sposób zmarł w drodze z Workuty nasz profesor inż. Ludwik Janowicz "Enie" w maju 1941 roku.
ZSRR
1 listopada 1941 roku w Wielkich Łukach mróz - 400C. W powietrzu iskrzy zamarznięta para wodna, parowóz cały oszroniony. Dotknięcie metalu bez rękawiczek grozi odmrożeniem 3-go stopnia. Do tego wisząca nad nami stała groźba wjechania na minę podłożona przez partyzantów.
Przy okazji mogli trochę postrzelać. Po co mi to ? To nie moja wojna. Zdjąłem wszystko co miałem ciepłego jak sweter, długie ciepłe kalesony, wełniane skarpety i schowałem to pod materac na wypadek rewizji kontrolnej. Zademonstrowałem komendantowi naszej grupy całkowite moje nieprzygotowanie do takich mrozów. W celu uzupełnienia ciepłych rzeczy uzyskałem urlop do Wilna. I oto mi właśnie chodziło. Ciepło się ubrałem, zabrałem wszystkie swoje rzeczy i pojechałem.
W Wilnie, razem z tatą, poszliśmy w Wilnie do starej znajomej, okulistki kolejowej dr Chmielewskiej (Rozdział 23). Stchórzyła, odmówiła wydania oświadczenia w sprawie konieczności leczenia chronicznego zapalenia spojówek. "Pies jej mordę lizał". Natarłem mocniej oczy, do tego trochę kurzu i młoda lekarka kolejowa, Litwinka załatwiła sprawę pozytywnie, bez gróźb, targów i to za darmo.
Pozostałem w Wilnie w warsztacie mechanicznym jako tokarz zestawów kołowych. Potem pracowałem na strugarkach, tokarkach, obtaczarkach i dłutownicach.
Dokument 237 ; Potwierdzenie zatrudnienia Zygmunta Zdanowicza (tłumaczenie z litewskiego Zygmunt Zdanowicz)
Napęd obrabiarek odbywał się z jednego centralnego silnika elektrycznego poprzez skomplikowany system pasów transmisyjnych. Włączanie i wyłączanie poszczególnych obrabiarek odbywało się przy pomocy długich dźwigni zwisających z sufitu. Wszystkie urządzenia były stare, rozklekotane. Czasami same się załączały i wyłączały. Było to bardzo niebezpieczne, ale bez porównania lepsze od pracy przymusowej w Niemczech, do której zaczęto wysyłać coraz większe grupy młodzieży. W tym czasie często spotykałem się z Marianem Truszkowskim. Po paru dniach już go jednak nie było. Wywieziony został do Hamburga na roboty przymusowe.
Jesień 1941 roku - Wilno - od prawej strony Marian Truszkowski, koleżanka kuzynki Mariana, kuzynka Mariana - Alina Ładyszówna, Zdanowicz Zygmunt i siostra koleżanki kuzynki Mariana.
Praca konspiracyjna okrzepła, była lepiej zorganizowana i zabezpieczona, chociaż zdrajcy, donosiciele i konfidenci Gestapo istnieli. Ci o których wiem (tylko z 7-ej Drużyny Harcerskiej) to: Wiesław Brodowicz, bracia Wiktor i Jerzy Jacobi. Słyszałem że i Cyryl Pawłowski do nich należał, ale nie wiem na pewno. Mówiono też o przypadku, gdy były oficer przedwojennej dwójki (wywiad) zorganizował grupę młodzieży a następnie całą listę przekazał do Gestapo. W ramach ZWZ powstała spec-grupa do wykonywania wyroków na zdrajcach. Między innymi, mój kolega z gimnazjum, Czesiek A wykonywał taki wyrok przy pomocy bagnetu i to w biały dzień na ulicy w dzielnicy Zwierzyniec.
Żołnierzami ZWZ-AK byli m.in.: Jurek Ałabuszew, Janek Andrzejewski, Staszek Gołofit [na terenie lubelszczyzny], Staszek Jungnikiel, Jurek Kobecki, Julek Krukowski, Zbyszek Kulikowski, Witek Pawluć, Wicek Piszcz, Konrad Przyrowski i Zygmunt Zdanowicz - jedenastu z naszej klasy, oraz: Staszek Ciundziewicki, Gracjan Klaudiusz Fróg "Szczerbiec", Ludek Gedryś, Staszek Grabowski, Rysiek Gulbinowicz, Jurek Kopczyński, Władysław Markowski "Dżumba", Staszek Masojć, Kazik Skawiński, Leszek Skarżyński, Wacek Skarżyński, Jurek Wiechert i Witek Czarnecki - z tych co wiem.
Nadal utrzymywałem kontakty towarzysko - obserwacyjne z Józkiem Krzywcem i Genkiem Morozewiczem - kolaborantami, oraz towarzysko - handlowe z Kostkiem Ostrowskim do lipca 1944. Kostek wraz z moją matką wyrabiali mydło w naszym mieszkaniu, jako jednej z melin Kostka. Był on spekulantem na większą skalę. Mieliśmy więc czym się myć, no i było mniej głodno, bo można było towar przehandlować. Szerzył się pokątny handel żywnością, wypady za miasto po żywność oraz spekulacja. Powstał tzw. "pasek" - praca handlowa polegająca na wykorzystywaniu informacji. Ten zarabiał procent, kto wie co, gdzie i za ile jest towar. Przy takim handlu szerzyło się pijaństwo, bo każda taka transakcja handlowa opierała się o "bufet". Nie wszyscy potrafili się opanować, zbyt wiele było okazji. W alkoholizm wpadł m.in. młodszy brat Genka Morozewicza, Piotrek, który w końcu wojny umarł w szpitalu psychiatrycznym w Poznaniu. Kostek Ostrowski też był już uzależniony od alkoholu, ale jeszcze się trzymał.
Część Polaków doszukało się w swoich przodkach narodowości litewskiej, tak jak nasi koledzy: Genek Morozewicz i prawdopodobnie Józek Krzywiec. Młodsza siostra Genka Morozewicza, Marysia, wyszła za mąż za Litwina.
Wśród Polaków, Litwinów czy Białorusinów byli również volksdeutche. Niektóre wilnianki też nieźle się "popisywały" z Niemcami. Były ich utrzymankami, mieszkały w luksusowych garsonierach. Nie wstydziły się chodzić ze swoimi wybrańcami pod rękę ulicą. Niemcy były u szczytu potęgi. Dotarli pod Moskwę i Leningrad (obecnie St.Petersburg). Okupowali praktycznie całą Europę. Nie wszyscy wytrzymywali psychicznie taka sytuację i poddawali się. Inni walczyli, bronili się przed apatią zabawą w konspirację. Byle jakoś przetrwać. Był to chyba normalny przekrój każdego zniewolonego społeczeństwa, a co dopiero takiej mieszanki narodowej, religijnej i politycznej jaka mieszkała w Wilnie.
Tato wykorzystywał dojazdy do pracy w Nowej Wilejce. Przywoził stamtąd mleko dla nowonarodzonego Marka Brokowskiego. W Wilnie było o nie bardzo trudno.
Na Wołyniu, we wsi Wielnia, miejscowy nauczyciel, a późniejszy kompozytor i dyrygent, generał rezerwy PRL, były dyrektor Opery Warszawskiej, Robert Satanowski razem ze swoją żoną Zofią z Drózdzinów, utworzyli antyniemiecką grupę konspiracyjną.
Nasz pluton "Zarzecze" pod dowództwem Stacha Masojcia został oficjalnie podporządkowany od 1 grudnia 1941 roku garnizonowi wileńskiemu ZWZ. Później przeniesiono go do dzielnicy "C" z dowódcą kpt. Topór-Wąsowskim pseudonim "Nowicki". Do plutonu tego należeli również m.in. Ludek Gedryś, Stach Grabowski, Wacek Skarżyński i Zdanowicz Zygmunt.