Kolejna lub poprzednia strona Rozdział 75; Aresztowanie przez NKWD Zenona Niedzińskiego
Wilno
15 września 1940 roku wujek Zygmunta Zdanowicza, Zenon Niedziński został aresztowany przez NKWD. Nastąpiła konfiskata mienia, czyli domu w Druskienikach przy Zaułku Nowym 5, oraz deportacja do kraju Krasnodarskiego nad jeziorem Bajkał, jeszcze na wschód od Kazachstanu, w którym przebywała ciocia Anna Breycha (Niedzińska), siostra Zenona. Dokładny adres pobytu Zenona: Rejon Kański, miejscowość Tajeżnoje Indan (poczta). Wujek Zenon pracował tam do 1949 roku jako zniewolony robotnik rolny
Druskieniki
Mapa zsyłek Anny Breychy (Niedzińskiej) i jej brata Zenona Niedzińskiego
1940_001
Zygmunta Zdanowicz napisał "Razem z Leszkiem Skarżyńskim wpadliśmy do wody w ubraniach. Kajak się wywrócił. Przepływaliśmy Wilję z przystani WKS, położonej na prawym brzegu powracając z  treningu. Na szczęście byliśmy już blisko lewego brzegu. Wyciągnęliśmy kajak na brzeg i w mokrych ubraniach pognaliśmy do mieszkania Leszka, przy ulicy Mickiewicza 1".
Tam osuszyliśmy się. Jego narzeczona Halinka wyprasowała nasze ubrania. Kataru nie złapaliśmy. To bardzo dobrze, bowiem wówczas trenowaliśmy bardzo intensywnie wiosłując na treningach w grubych swetrach hokejowych klubu WKS, dla zrzucenia nadwagi. Mieliśmy nadwagę w stosunku do czwórki kowieńskiej z którą mieliśmy się ścigać w regatach na Wilji za miesiąc 10 października 1940 roku. Do zawodów wybrał nas trener, gdyż osada mistrzowska z regat  międzyszkolnych z 1939 roku była zdekompletowana. "Dżumba" miał złamaną rękę. Treningi musiały być ostre, gdyż naszym przeciwnikiem nie miała być drużyna szkolna, czy międzyszkolna, lecz bardzo silna, narodowa, litewska, mająca na swoim koncie starty międzynarodowe. A my byliśmy nowicjuszami. Miały to być nasze pierwsze regaty. Według rozeznania trenera, mogliśmy wygrać tylko przez bardzo szybki start, gdyż osada litewska miała start siłowy, ociężały. Trenujemy więc techniczne starty codziennie. Jak uda się start i zostawimy ich z tyłu, to może nas wtedy nie dogonią. Więc ćwiczymy na treningach co chwilę krótkie, gwałtowne przyspieszenia, startowe zrywy co jest bardzo męczące. Najpierw szybkie, krótkie ruchy wózkiem, na same nogi, bardzo silne coraz dłuższe, w końcu jak łódź nabiera odpowiedniej szybkości jazda na całość. Nogi przy pochylonych prostych plecach i następnie ręce do pełnego odchylenia się do tyłu. Po skończonym treningu wykręcaliśmy pot ze swetrów i wieszaliśmy je, żeby do następnego dnia wyschły.
Tymczasem NKWD załadowało do pociągów wszystkich Polaków internowanych w obozach na Litwie i wywiózł ich pod silną eskortą na wschód. Jechali trasą przez Kowno, Wilno do opuszczonego już Kozielska. Koło Wilna miały miejsce próby ucieczki. Nie wszystkim to się jednak udało. Jeden z uciekinierów natrafił na płoty, których nie potrafił
pokonać, został wytropiony przez psy eskorty i na miejscu rozstrzelany. Drugi z uciekinierów został zatrzymany w swoim mieszkaniu. Czekało tam już na niego NKWD. Świadkiem tych przypadków był Leon Światłowicz, zatrudniony wówczas z Pośrednictwa Pracy przy trakcji elektrycznej kolejowej na tym właśnie odcinku. Ze względu na godzinę policyjną, musiał przychodzić do pracy na godzinę 2000 do elektrowni kolejowej koło mostu Raduńskiego. Tam musiał czekać do 200. Dopiero wtedy wyjeżdżał na trasę i pracował do rana podczas zmniejszonego ruchu pociągów. Tego dnia, gdy mieli już rozpoczynać pracę, zastali na swoim odcinku pracy stojący pociąg. Stał on nie na bocznicy, ale na trasie. Po chwili dobiegł do ich grupy bardzo zdenerwowany żołnierz NKWD z psem. Szukał uciekinierów ze stojącego pociągu. Gdy stojący pociąg odjechał, zaczęły przejeżdżać następne. Lokomotywy ciągnęły zabezpieczone drutem kolczastym wagony towarowe. W okienkach można było zauważyć twarze coś krzyczące. Wyrzucano kartki ze słowami "Wywożą nas na Syberię, nie mieliśmy od dwóch dni ani wody, ani jedzenia. Módlcie się za nas w Ostrej Bramie". Byli to internowani na Litwie oficerowie, podoficerowie, żołnierze, policjanci, leśnicy i urzędnicy. W Kozielsku część internowanych została wysłana do różnych więzień (m.in. brat Staszka Gołofita, oficer zawodowy garnizony wileńskiego który zaginął bez śladu to znaczy został zamordowany przez NKWD, tylko nie wiadomo w jakich okolicznościach gdzie i kiedy) a reszta w ilości ok. 1000 ludzi została następnie przewieziona do obozu w Graisowcu pod Wołogdą. Do nich dołączono grupę 448 osób z obozu Pawliszew - Bór. Doczekali oni wizyty w obozie generała Władysława Andersa, uwolnienia z obozu i wcielenia do Polskich Sił Zbrojnych na terenie ZSRR w Buzułuku i okolicach.
27 września 1940 roku zawarty został pakt berliński:
Niemcy, Włochy i Japonia.