Kolejna lub poprzednia strona Rozdział 42 ; 1939.09.10 - niedziela
Wieczorem, skarby wawelskie zostały przeładowane w Kazimierzu Dolnym na 15 furmanek konnych, i przez całą noc kolumna jechała polnymi drogami by dotrzeć do Karmanowic. Pracownicy wawelscy i ich rodziny, a wśród nich m.in. państwo Kijankowie szli pieszo obok furmanek. Jasia miała wówczas dwanaście lat.
Marysia z Tadeuszem Zdanowiczowie jechali wciąż pociągiem ewakuacyjnym z Torunia do Łukowa. Tak naprawdę to więcej stali w polu niż jechali. Po drodze nękały ich stale naloty samolotowe zmuszające pasażerów do uciekania w pole i krycia się przed obstrzałem. Było to bardzo uciążliwe, szczególnie dla Marysi, będącej w ósmym miesiącu ciąży.
Do Wilna dotarł inny pociąg z uciekinierami z Torunia, ten wcześniejszy, którym jechała rodzina stryja Marysi Zdanowicz (Philipp), Stanisława Philippa z synem Stefanem. Uciekinierzy zamieszkali u nas na ulicy Objazdowej 6/2 w dużym salonie. Mnie wówczas w domu nie było, byłem w wojsku. W domu byli tylko rodzice i piesek Miś.
Wilno
Syn wujka Teofila Rewkowskiego, Stanisław jako porucznik rezerwy dostał się wraz z całą swoją jednostką do niewoli niemieckiej. Całą wojnę spędził w Offlagu.
Łuków
Karmanowice