Skarby wawelskie, przez Beregomet, Stara Žinec, Suceara, Falticeni, dotarły do Buèau w Rumunii, gdzie został utworzony obóz dla uchodźców polskich. W obozie tym pozostali wszyscy pracownicy wawelscy, m.in. Jan Kijanka. Skarby wawelskie, tylko z kilkoma osobami, jako eskortą, pojechały do ambasady polskiej w Bukareszcie.
Jan Kijanka w okresie internowania w Rumunii
1939
Internowani w Węgrowie oficerowie G.O. "Wyszków" (m.in. Henryk Zdanowicz) zostali załadowani do wagonów towarowych i przewiezieni do Tanenbergu (obecnie Stembark) w gminie Grunwald. Od dworca kolejowego, piechotą w kolumnie przeszli obok pomnika Ludendorfa do baraków, które pozostały po uroczystościach związanych z obchodami zwycięskiej bitwy nad armią rosyjską 26 - 30 sierpnia 1914 roku. Przebywali tam do 10 października 1939 roku. Z obozu wywożono grupki osób, oraz pojedynczych cywili i żołnierzy jak niewolników, do prac rolnych u chłopów niemieckich.
Armia "Lublin" i "Kraków", w której służył Leon Nalepiński wraz z Wileńskim Dywizjonem Pancernym w którym służył "Szczerbiec" toczyła w dniach od 18 do 27 września 1939 roku, będąc w okrążeniu, ciężkie boje z wojskami niemieckimi koło Tomaszowa Lubelskiego.
Wujek, kapitan inż. Jan Kazimierz Breycha z grupą żołnierzy, wycofywał się znad granicy wschodniej, przez Nowogródek. Na ulicy w Nowogródku spotkał Irenę Zdanowicz (Brokowską). Rozmawiali ze sobą bardzo krótko, gdyż bardzo się spieszył. Nie miał czasu nawet na wypicie herbaty, na którą został zaproszony. Udawał się w kierunku Brześcia. Musiał jednak wraz z żołnierzami zawrócić na południe, bo miasto było już w rękach wojsk niemieckich (od 17 września 1939 roku). Nie doszło więc do spotkania z Tadeuszem i Marysią Zdanowiczami, którzy również zawrócili na południe i jechali teraz w kierunku Lwowa, gdzie przebywali już teściowie oraz rodzina teściowej, państwo Wolańscy. Wujkowi Janowi Kazimierzowi Breycha udało się dołączyć do wycofującego się z Brześcia Oddziału Wydzielonego generała rezerwy K. Plisowskiego. Po krótkiej utarczce z wojskami niemieckimi poszli dalej na południe.
S.G.O. "Polesie" generała Kleberga, napierana od wschodu przez wojska radzieckie, szła z Polesia nad Narew. Grupa ta liczyła 12 000 żołnierzy i 5 000 kawalerzystów, częściowo zebranych z cofających się, rozbitych oddziałów.
Zgrupowanie Włodzimierz Wołyński genrała Sawickiego na rozkaz DOK Łuck zostało zdemobilizowane.
Obszar Warowny Grodno-Wilno oddany był pod rozkazy dowódcy OK. III Grodno generała Olszyny Wilczyńskiego. Otrzymał on rozkaz od Naczelnego Dowództwa, aby wszystkie oddziały znajdujące się w tym rejonie przeprowadzić na Litwę, a stamtąd na zachód. Pojechał więc do Wilna, by przekazać ten rozkaz osobiście i stamtąd jechać na Litwę. Rejon ten nie miał być broniony. Wojsko poszło na Litwę, i tam zostało internowane. Generał Olszyna Wilczyński nie zdążył. Przed nim na granicy litewskiej były już wojska radzieckie. Zawrócił więc do Grodna. Tymczasowo, na czele obrony miasta, opuszczonego przez Niemców staje jego wiceprezydent Roman Sawicki. Do walki zgłosiło się wielu ochotników.
Wilno

Rankiem tego dnia, w Wilnie, uległy rozwiązaniu Oddziały Wartownicze PW. Na szkolnym boisku sportowym na Pióromoncie zebrał się Batalion Samoobrony pod dowództwem porucznika Wiro-Kiro. Po złożonej przysiędze wojskowej, oddział wyruszył z Wilna w kierunku południowym na spotkanie z czołówką pancerną Armii Radzieckiej. Po pojedynku ogniowym, w którym poniósł straty, został rozproszony. W walce zginął nasz kolega Jerzy Szarajew.
Z naszej kolumny samochodowej, część samochodów wyjechała z samego rana realizując wyznaczone zadania. Pakowaliśmy się. W południe zostaliśmy znienacka gwałtownie ostrzelani przez Armię Radziecką, mającą swoje pozycje na Górze Szyszkimoj. Strzelali do nas CKM'ami i działami małego kalibru, używając pocisków smugowych. Na nasze głowy posypały się gałęzie. Baliśmy się o benzynę w samochodach i w beczkach. Na szczęście nic się nie zapaliło. Mogło się to skończyć tragicznie, nie tylko dla nas. Wokół był bowiem las, wysuszony upalnym, pogodnym wrześniem. Na brzegach lasu rozpościerały się zabudowania drewniane a miasto pozbawione było obrony wojskowej i przeciwpożarowej. Zostaliśmy rozwiązani i zwolnieni z obowiązków. Nastąpił rozdział kolumny, a raczej tego co z niej pozostało. Samochody rozjechały się tam, gdzie chcieli kierowcy, a my zabraliśmy się razem z nimi. Na granicy litewskiej zostali internowani nasi koledzy: Jurek Ałabuszew, Julek Krukowski (z moim plecakiem) oraz "Dżumba". Cześ Zacharewicz pojechał do Grodna. Ja z moim oraz kilku innymi kierowcami, jednym samochodem pojechaliśmy na zwiad do centrum miasta. Pamiętam, że bardzo nas zdziwiło zapalone światło w latarniach ulicznych. Było zupełnie jasno, cicho i spokojnie. Od czasu do czasu, ulicami przechodzili pojedynczy ludzie, kierując się na zachód. Chcieli nam nawet odebrać samochód, ale nie daliśmy się. Wróciliśmy do bazy. Nikogo tam już jednak nie było, prócz kilku pozostawionych z braku benzyny samochodów. Swój samochód pozostawiliśmy w gospodarstwie USB nad Wilją i rozeszliśmy się do domów. Była godzina 2200. Szedłem oświetloną ulicą Zakretową. Dochodząc do rogu mojej ulicy Objazdowej usłyszałem kroki kilku osób. Patrol radziecki, czy uciekinierzy ? Na wszelki wypadek ukryłem się pod ławką stojącą w cieniu drzew. Trzej leśnicy szybkim krokiem szli na zachód. Czy zdążą ? Bardzo wątpliwe. Wszedłem do domu, zdjąłem mundur i schowałem. Na razie jestem znowu cywilem, uczniem.
Służba Wartownicza PW na lotnisku polowym we wsi Żabczyce koło Pińska, po odlocie z lotniska Łosi i Karasi, została zdemobilizowana. Ochotnicza kompania harcerska pod dowództwem kapitana rezerwy harcmistrza J. Grzesiek-Czarnego zgromadzona w Stanicy Harcerskiej na Górze Bonfałłowej, została rozwiązana, przeszła do pracy konspiracyjnej. Między innymi: Staszek Jungnikiel, jego brat Tadeusz Jungnikiel, Witek Czarnecki.
Grunwald
Tomaszów Lubelski
S.G.O. Polesie
Nowogródek
Włodzimierz Wołyński