Przeprowadziliśmy się na ulicę Wielka Pohulanka 34. Bliżej centrum miasta, po raz pierwszy zamieszkaliśmy w murowanym parterowym domu. Mieliśmy cztery pokoje, kuchnię i piwnicę (wejście przez klapę w podłodze kuchni), ustęp spłukiwany, prąd elektryczny. Wody ani kanalizacji w łazience dalej nie było. Mieliśmy dużą blaszaną wannę i kocioł do grzania wody na węglowej płycie kuchennej.
Tadek, przez cały sierpień 1931 roku przebywał na obozie Strzelca w Spasie nad Dniestrem, oraz na wycieczce nad granicą czechosłowacką.
Wilno
Henryk Zdanowicz - Wilno 1931 rok.
Heniek Zdanowicz przez rok przebywał w Szkole Podchorążych Rezerwy Artylerii Lekkiej we Włodzimierzu Wołyńskim.
Irena Zdanowicz cały sierpień była na obozie harcerskim.
A ja (Zygmunt Zdanowicz) zostałem w domu z nowym kumplem, rówieśnikiem Michałem Rymkiewiczem, synem dozorcy. Mieliśmy do dyspozycji ogromne podwórko pokryte trawą. Chodziliœmy też dalej, do Parku Leśnego "Zakret" kąpać się w Wilji. Udawaliśmy pływanie podpierając się o dno jedną nogą. Nagle płytkie dno się skończyło, noga już nie mogła dosięgnąć dna, więc głowy znikały pod wodą. Popłoch. Szarpanina. Michał okazał się sprytniejszy. Siadł na mnie, a ja na czworakach zacząłem pełzać po dnie, na szczęście we właściwym kierunku. Ostatkiem sił wdrapałem się na brzeg. Byliśmy bardzo zmęczeni i opici wodą - wtedy można było jeszcze ją pić bez groźby zatrucia.
1 września 1931 roku Irena poszła do ósmej klasy, ja do drugiej.
Irena Zdanowicz
1 października 1931 roku Tadek Zdanowicz zaczynał trzeci rok studiów na Politechnice Lwowskiej.
9 listopada 1931 roku - klasówka z polskiego, temat "Jestem listonoszem". Widocznie miałem zły dzień. Z lenistwa i głupoty napisałem "Jestem bezrobotnym listonoszem" i oddałem "pracę". Naturalnie wybuchła awantura. Polonistka, pani Maciejewska, do wychowawczyni, ta do dyrektora. Wtrącił się jego zastępca "Kwadratowy Łeb", odpowiedzialny za stan moralno - polityczny swoich owieczek. Zwołał nadzwyczajną Radę Pedagogiczną i żądał "wilczego biletu" dla tego bolszewika, komunisty, bandyty, terrorysty itd., przypomniał oczywiście sprawę sprzed dwóch lat. Recydywista. Skończyło się na ostrej naganie, upomnieniu, zagrożeniu i ostrzeżeniu. Na półrocze dwója z języka polskiego i trója ze sprawowania. A na wiosnę znów draka. 1 kwietnia 1932 roku, na "Prima Aprilis", Olek, samodzielnie, bez porozumienia z kolegami, wbił gwóźdź od dołu do krzesła profesorskiego. Siadł na nim profesor od matematyki, Hulewicz. Byliśmy sami bardzo zaskoczeni, a tym bardziej reakcją dyrekcji. Na wniosek księdza prefekta, dyrekcja wybrała piątkę uczniów najbardziej rozrabiających w klasie i zawiesiła ich w prawach ucznia do czasu przyznania się, albo wydania winowajcy. Metoda ta stosowana była później przez hitlerowców. Zostaliśmy zakładnikami, bo naturalnie w tej piątce na pierwszych miejscach była nasza trójka: Julek Krukowski, Marian Muczyński i Zygmunt Zdanowicz. Za prowodyra uznano mnie. Nikt się nie przyznawał, więc po tygodniu nas odwiesili. Zrobiliśmy wewnątrz klasowe śledztwo, wykryliśmy winowajcę i Olkowi sprawiliśmy kocówę za chamski wygłup. Cała klasa w tym uczestniczyła, ale nikt dyrekcji o tym nie doniósł. Były to początki koleżeńskiej "Solidarności". Odpowiedzialność zbiorowa, terror, przymuszanie do zdradzania kolegi pod groźbą wyrzucenia ze szkoły całej piątki - to pomysły "Kwadratowego Łba". A z wyglądu zewnętrznego sama dobrotliwość, a głos słodziutki. Hipokryzja, obłuda, dwulicowość i głupota. A jakim jest jak się modli, jak się spowiada i z czego ? Śmieszne, ale na tym incydencie nawet zyskałem. Odtąd, na matematyce musiałem się pilnować, bo mnie pilnował ostro profesor Hulewicz, pragnący mnie dopaść i zemścić się. W jego oczach to ja byłem nadal winowajcą. Nawet go polubiłem, a z nim matematykę, naukę logicznego działania. Była bowiem trochę podobna do rozwiązywania rebusów i szarad. Traktowałem ją jako rozrywkę, w przeciwieństwie do pozostałych przedmiotów, a szczególnie religii, w której patrząc na "Kwadratowego Łba" odczuwałem ukryty fałsz.
Irena Zdanowicz (Brokowska) 5 maja 1932 roku zdała maturę i egzamin na Wydział Matematyczno - Fizyczny Uniwersytetu im. Stefana Batorego w Wilnie mając 17 lat. Była najmłodszą maturzystką w rodzinie.
Od 1 do 30 lipca 1932 roku cała rodzina, oprócz ojca spędziła w Sanatorium Kolejowym we Włodawie. Na rzece Bug odbywała się nauka pływania. Tadek wziął mnie na ręce i wniósł do rzeki na głêbokość swoich ramion. Dla mnie była to wodna otchłań. Gdy mnie rzucił od razu poszedłem na dno, ale potem zacząłem walczyć. Zacząłem się utrzymywać na wodzie. Potem dopiero zaczęła się właściwa nauka pływania, na początek pieskiem, potem na boku i żabką.
Włodawa
W sierpniu Tadek pojechał znów na obóz Strzelca, Heniek, jeszcze był w wojsku, a ja, razem z ojcem, mamą i Ireną Zdanowicz (Brokowską) pojechaliśmy koleją do Worochty. Tam przenieśliśmy nasz bagaż na ręczny wózek Hucuła i poszliśmy z nim do jego domu położonego na górze Szyszmur, około godziny marszu.
Od lewej, Irena, Józefa, Maurycy i Zygmunt Zdanowicze nad Prutem - z rowerem Heńka.
Zygmunt Zdanowicz w stroju ludowym
Tadeusz Zdanowicz
1932 rok
1932 rok
1932 rok
1931 rok
1931 rok
Wracając z Worochty zajechaliśmy do babci, Teresy Niedzińskiej w Druskienikach. Odwiedziliśmy też rodzinę cioci Michaliny Neufeld (Niedzińskiej) na Pogance przy ulicy Topolowej, gdzie Irena Zdanowicz (Brokowska) dostała w prezencie psa Pika. W międzyczasie ciocia Hela Rewkowska (Niedzińska) przywiozła do Druskienik z Brześcia. Odwiedziliśmy też dom budowany przez wujka Zenona w Zaułku Nowym.
No i zaczęła się moja koszmarna trzecia klasa. Już w nowym budynku, bo przeniesiono nasze gimnazjum im. Joachima Lelewela do gmachu gimnazjum im. Króla Zygmunta Augusta na ul. Bonfałłowej, róg Mała Pohulanka. Miałem 13 lat. Przez cały rok szkolny kłopoty z religią i "Kwadratowym Łbem". Z jednej strony historia kościoła - ogromny materiał pamięciowy w wersji oficjalnej w szkole i w wersji nieoficjalnej w domu, prywatnie i dużo większym zainteresowaniem, poza indeksem. Wzbudzona w poprzednich latach nieufność do prefekta rozszerzyła się na cały kościół. Poznałem imperializm, nietolerancję, zachłanność na władzę i dobra doczesne, skrytobójstwa, fałszerstwa wreszcie inkwizycję. Poznałem dwa oblicza kościoła katolickiego. Musiałem się pilnować, żeby przy odpowiedziach w klasie nie podać prawdziwych danych. Musiałem się doskonalić w mimikrze, pod groźbą wyrzucenia ze szkoły. Nauczyłem się nie uzewnętrzniać swoich prawdziwych myśli. Naturalnie wystąpiłem z Sodalicji Mariańskiej i wstąpiłem do 7-ej Drużyny Harcerskiej "Stalowej" z drużynowym harcmistrzem profesorem Mateuszem Pawłem Puciatą. Był on wykładowcą historii w gimnazjum S.S. Nazaretanek oraz w gimnazjum litewskim. Pełnił też funkcję Komendanta Chorągwi Wileńskiej ZHP. Właśnie z nim kontaktował się Janek Andrzejewski, jako delegat swojej drużyny harcerskiej w Nowej Wilejce. Trafiłem do zastępu "Jeleni", którego zastępowym był Kazik Skawiński.
Z drugiej strony tzw. "służba boża" - nauka służenia do mszy świętej. Cały tekst trzeba było wykuć na pamięć i to w języku łacińskim, którego nie mieliśmy w programie szkolnym. Kompletna paranoja. To było kucie idiotyczne, ale przymusowe. Dwója z religii oznaczała automatycznie "wilczy bilet". Dopiero pod sam koniec roku szkolnego, za pięć dwunasta, wydukałem te dla mnie zupełnie niezrozumiałe "zaklęcia czarnogrodu". W czasie odpowiedzi nie raz patrzyliśmy sobie w oczy. Małe, biegające na boki i gdzieś w kącikach źrenic można było zobaczyć jakieś błyski złowrogie, przy rozpromienionej, dobrotliwej twarzy. Potworne. To był zły człowiek. Po takich oczach poznawałem w przyszłości wrogów i drani. Przydała mi się ta lekcja życia. Lekcja religii przeminęła. Poznałem później inne religie świata i w każdej znajdywałem oprócz paragrafów umowy danych społeczeństw moralno - sanitarno - obyczajowych, dużo zafałszowań kasty kapłanów dbających zawsze przede wszystkim o swoje interesy. Żadne nie przemawiały do mnie przekonywująco, żebym chciał wierzyć, wierzyć wbrew logice. Nie udało mu się mnie złamać. Nie zwariowałem, może dzięki sportowi. Jak buntować się to na całość. Wbrew zarządzeniom zabraniającym uczniom należenia do klubów sportowych zapisałem się do AZS w sekcjach szermierki, boksu i wioślarki. Wyszkoliłem się w mimikrze i konspiracji.

Pies Pik
Dokument 97 ; ocena kwalifikacyjna Maurycego Zdanowicza, Wilno 3 listopad 1932 roku.
Tadek, na czwartym roku Wydziału Leśnictwa Politechniki Lwowskiej zaliczał tylko wykłady i ćwiczenia, egzaminy kursowe zostawiał na dalsze lata. Heniek zmienił Wydział Leśny na Wydział Inżynierii Lądowej i Wodnej tej samej Politechniki. Irena na pierwszym roku Wydziału Matematyczno - Fizycznego Uniwersytetu im Stefana Batorego w Wilnie dorabiała korepetycjami, gdyż w domu w dalszym ciągu brakowało pieniędzy. Mama wynajęła jeden pokój dla studentów - ze stołowaniem. Widocznie dobrze gotowała bo przyprowadzali swoich kolegów. Mini stołówka pozwoliła z trudem wiązać koniec z końcem budżet domowy. Do domowników trzeba było doliczyć jeszcze dwa psy, Miśka i Pika. Szczególnie liczył się Pik, który zjadał co dzień całą dużą michę gęstego krupniku na mięsie. Psy się pokumały. Chodziły razem i psociły. Misiek poczuł się teraz bezpieczniej i zawsze pierwszy atakował obce, nawet duże psy. Wiedział, że Pik go obroni. Na kury, z własnej inicjatywy polował Pik. Łapał kurę, obskubywał ją z piór i puszczał wolno. Mieliśmy z tego powodu dużo kłopotów z sąsiadami. W rezultacie kury zasilały spiżarnię naszej mini stołówki. W końcu jednak musieliśmy oddać Pika jego prawowitej i pierwszej właścicielce, cioci Heli Rewkowskiej (Niedzińskiej) w Brześciu. Jesienią 1932 roku Pika złapał hycel. Pik uciekł jednak od niego i zaginął. Nie powrócił ani do cioci Heli Rewkowskiej (Niedzińskiej), ani do Michaliny Neufeld (Niedzińskiej) w Druskienikach, ani do nas. Jego zdjęcie dostaliśmy od cioci Heli Rewkowskiej (Niedzińskiej).
Od 1 do 30 lipca 1933 roku byłem na obozie harcerskim nad Naroczą, ogromnym jeziorem, którego drugiego brzegu nie było widać. Pierwsze nocne warty, gry harcerskie, sprawności (m.in. kucharza). Sprawność kucharza przydała się w sierpniu, tylko z proporcjami miałem kłopoty, trzydzieści osób to nie dwie. Zostaliśmy z tatą na gospodarstwie. Tato pracował, ja gotowałem. Mama była w sanatorium. Tadek na obozie Strzelca, Heniek na obozie Legii Akademickiej P.W., Irena na obozie harcerskim w lasach pod Grodnem (m.in. w Grodnie odwiedziła ciocię Annę Breychę (Niedzińską), pierwszy i ostatni raz, bo przyjęcie było bardzo chłodne). Więc, z tym gotowaniem to zacząłem od najprostszego dania - ryżu. Widocznie "trochę" za dużo go nasypałem, bo zaczął mi się przelewać z rondla. Wziąłem drugi, za mało. Trzeci, czwarty itd. Wszystkie garnki były pełne. Tato się za głowę złapał. Ryż jedliśmy wspólnie, trzy razy dziennie, chyba przez tydzień. Później jakoś szło. Pod koniec miesiąca odważyłem się na pierożki z czarnych jagód. Nawet się udały, były nie tylko jadalne ale nawet smaczne, tylko znów przeholowałem. Było ich stanowczo za dużo. Większość oddałem pani Marysi, przychodzącej do nas do prania.

W czwartej klasie (14 lat - wrzesień 1933 - czerwiec 1934) nadal należałem do AZS'u, uprawiałem szermierkę, boks, oraz wioślarkę. W szkole po lekcjach grałem w siatkówkę i koszykówkę. Na odrabianie lekcji nie było ani czasu ani chęci. Odpisywałem zadania na przerwach lub nawet już w czasie lekcji. Kto chciał, mógł na lekcji robót ręcznych wykonać dwie pary nart z materiału szkolnego, jedną dla siebie, drugą dla szkoły. Naturalnie ja chciałem i wykonałem. Dojdą więc zimą narty - zawody indywidualne i patrolowe.
Zbigniew Brokwoski, przyszły mąż Ireny Zdanowicz i ojciec chrzestny Krzysztofa Zdanowicza,
Irena Zdanowicz
1932 rok
1932 rok
1932 rok
Zygmunt Zdanowicz
Henryk Zdanowicz
1932 rok
Wujek Teofil Rewkowski 29 października 1932 roku złożył podanie do Izby Skarbowej w Warszawie o zaliczenie do okresu służby pracy w byłym zaborze rosyjskim, a ciocia Hela Rewkowska (Niedzińska) podanie o przyjęcie do pracy jako nauczycielki - 1933.05.29.
Dokument 98 ; zaświadczenie dla Heli Rewkowskiej (Niedzińskiej) o uczestniczeniu w kursie programowo - ustrojowym dla nauczycieli, Brześć nad Bugiem 17 lipiec 1933 roku ;
Dokument 99 ; powołanie do służby nauczycielskiej Heleny Rewkowskiej (Niedzińskiej), Brześć nad Bugiem 27 czerwiec 1933 roku ;
Helena Rewkowska Jan Zalewski Janina Zalewska
Teofil Rewkowski
1932 rok
1932 rok
Teofil Rewkowski
1932 rok
Teofil Rewkowski na tle domu w którym mieszkali w Grodnie
Kpt. inż. Mierniczy Jan Kazimierz Breycha, 55 lat przeszedł na emeryturę wojskową i zatrudnił się przy melioracji Polesia, nad którą nadzór sprawował jego szwagier Teofil Rewkowski.
Poniżej zdjęcia z prac melioracyjnych nadzorowanych przez J.K.Breychę na Podlasiu.
Brześć nad Bugiem
1933 rok
1933 rok
1933 rok
1933 rok
1933 rok
Grodno
Brześć nad Bugiem
Worochta